niedziela, 15 lipca 2012

Czy jestem kretynem? Ewolucja form marketingu w Sieci. Cz. 3.



„Całuj mnie po rękach” czyli: „Podjąłem decyzję na Twoją korzyść”.

Wielokrotnie zdarzyło mi się otrzymać listy, w których autor przemawia do mnie tonem dobrego wujka i sędziego w jednym. Zwykle sprowadza się to do informacji w stylu: „Wojtku, po długim namyśle postanowiłem podjąć decyzję na Twoją korzyść… i zaproponować Ci… w superniskiej cenie…”.
Nie wiem doprawdy, kto komu większy czyni fawor - wydaje mi się, że raczej kupujący sprzedającemu. Treść takich listów sugeruje jednak, że odwrotnie. Ja sam odczuwam przemożną chęć, by w niekoniecznie kulturalnym tonie zwrócić autorowi listu uwagę, że niespecjalnie zależy mi na jego decyzjach na moją korzyść. I że wyświadczona mi łaska nie robi na mnie oczekiwanego wrażenia. Co więcej – zniechęca mnie do ewentualnego dokonania zakupu.

Ta metoda wpływania na moje konsumenckie postawy do złudzenia przypomina mi pewien telewizyjny program sprzed lat. Magazyn dotyczył spraw niewyjaśnionych, nadprzyrodzonych i ponadnaturalnych. Bardzo sympatyczny Redaktor prowadzący, w miarę swych możliwości, starał się kreować nastrój wszechobecnej tajemnicy, napięcia i prawdziwej grozy – co zarówno mnie, jak i moich znajomych niezmiennie przyprawiało o ataki śmiechu (podejrzewam zresztą, że i sam Prowadzący miewał problemy z utrzymaniem należytej powagi...). Ów konferansjer i guślarz, przy zastosowaniu popisów najprawdziwszej ekwilibrystyki mimicznej (mam na myśli śmiertelnie poważne a czasem groźne miny, które miał zwyczaj stroić w szczególnie emocjonujących momentach), przez większą część programu kluczył w mętnych, baśniowych a często po prostu absurdalnych doniesieniach i komentarzach wstrząsającego reportażu filmowego, by pod koniec sięgnąć po jeden ze swych ulubionych zwrotów: „długo zastanawiałem się, czy pokazać państwu materiał, który nastąpi po przerwie reklamowej…”.

Po rzeczonej przerwie kamerzysta pokazywał zaś prawdziwy rarytas – na przykład pustą studnię, w której kiedyś podobno ktoś siedział (lub trzymał złoto, nie pamiętam), lecz obecnie studnia „została zabezpieczona i jest badana przez naszych dokumentalistów”…

Najważniejsze było jednak to, że Redaktor, po długim namyśle, zechciał podjąć decyzję na moją korzyść…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz