wtorek, 17 lipca 2012

Czy jestem kretynem? Ewolucja form marketingu w Sieci. Cz. 5.


„Tomek powiedział, że zwariowałem…” czyli: „jestem Mesjaszem, zbawiającym ludzkość zupełnie bez wizji własnych korzyści”

W realizacji misji przekonywania klientów internetowi handlowcy sięgają czasem również po chwyty arcywyrafinowane. Zwykle następuje to dopiero w którymś z kolei podejściu, po kilku e-mailach  zawierających najbardziej prymitywne, bazarowe zagrywki.

W tym konkretnym przypadku chodzi o szokujący opis ekstremalnego szaleństwa, do jakiego zdolny jest sprzedający, ogarnięty niewiarygodną obsesją całkowicie bezinteresownego (a nawet, jak widać, często wręcz wbrew własnemu interesowi!) dogadzania klientom – „Mój przyjaciel Tomek złapał się za głowę, gdy dowiedział się, że udostępniam (…) prawie za darmo!”.

Co do tego, że przyjaciel Tomek nie istnieje, chyba nikt nie ma najmniejszych wątpliwości. Jeśli nawet istnieje, pewnie nie ma pojęcia, że występuje w e-mailach swojego kolegi, co więcej – pojęcia nie ma nawet o tym, czym się kolega zajmuje i co ewentualnie udostępnia „prawie za darmo”. Wreszcie – jeśli nawet orientuje się w tym temacie, z pewnością nie przypomina sobie, by kiedykolwiek, porwany prometeizmem znajomego handlowca, łapał się za głowę.

Ten wielce zaawansowany i dość bezczelny chwyt jest nieco podobny do wzmianki o żonie, która „niebawem wyrzuci z domu”. Oczywiście występuje w wielu wariacjach, a jego ostateczna treść i forma zależy tylko od pomysłowości i inwencji konkretnego handlarza.  

Bezczelny zaś wydaje mi się dlatego, że trąci oczywistym fałszem, tanim reklamowym chłamem, skutecznym jednak wobec osób pozbawionych umiejętności krytycznego myślenia. Równie sprawnie sprzedawać można blaszane medaliki, które „poświęcił niegdyś podobno sam Karol Wojtyła”. 

1 komentarz:

  1. ... jak też sprzedawać szczeble z drabiny, która śniła się Świętemu Jakubowi (Film Krzyżacy). Można się tak niegodziwie naśmiewać a z czegoś żyć trzeba.

    Drogi autorze, sugeruję abyś spuścił troszeczkę ze Swego sceptycyzmu. Uwierz mi, że są sprzedawcy uczciwi i takim jestem ja. I właśnie ja mam przyjaciela, który łapie się za głowę gdy Mu opowiadam za jakie pieniądze jestem w stanie sprzedać głąbom różne towary gdy odwiedzam domy klientów. Czasem jestem w stanie zarobić 2000% a nawet i 3000% na towarach sprowadzanym z pewnego kraju, w którym produkuje się wyśmienitej jakości rzeczy. A gdy powiem przyjacielowi, że zarobię na czymś choć tylko 1000% to on właśnie wtedy łapie się za głowę - tyle, że ciągle nie jestem pewien czy z podziwu dla mnie czy z głębokiej pogardy. Ale przyjaciel jest i się łapie!

    OdpowiedzUsuń