czwartek, 19 lipca 2012

Dlaczego sięgamy po alkohol?


(Wpis jest fragmentem książki "Psychologia pijaństwa. Zrozumieć chorobę alkoholową" - wkrótce, mam nadzieję, w sprzedaży...)

Być może jest to jedno z najważniejszych pytań dotyczących genezy choroby alkoholowej. Skoro alkohol jest szkodliwy i wszyscy przecież doskonale o tym wiemy, dlaczego ktokolwiek i kiedykolwiek po raz pierwszy po niego sięgnął? Tym bardziej, że w opinii większości osób smakuje on w zasadzie obrzydliwie. Dlaczego wszelkie oczywiste, negatywne skutki picia żadnego alkoholika skutecznie i w porę nie zniechęciły do picia?

W moim przekonaniu odpowiedź zawarta jest w stwierdzeniu, że alkohol jest niezwykle silnym narkotykiem. Skoro zaś jest narkotykiem, przyciąga nas pomimo wszelkich możliwych niebezpieczeństw. Co więcej – czasami sięgamy po niego tym chętniej, im większe niebezpieczeństwo jest z nim związane. By wyjaśnić to zjawisko bliżej, niezbędne jest opisanie cech czyniących go narkotykiem, cech wspólnych ze wszystkimi innymi substancjami należącymi do grupy środków nazywanych przez nas narkotykami.

Po pierwsze, alkohol etylowy wykazuje cechę psychoaktywności, co oznacza, że pod jego działaniem w obrębie świadomości i całego życia psychicznego następują pewne znaczące zmiany. Zmiany te zazwyczaj są dla człowieka przyjemne, na co zwracam uwagę w wielu fragmentach książki. Ta cecha alkoholu jest niezwykle istotna – stan umiarkowanego upojenia alkoholowego jest przez większość osób opisywany jako zasadniczo pozytywne doznanie. U większości pijących alkohol powoduje przyjemne rozluźnienie, obniżenie krytycyzmu wobec otaczającej rzeczywistości, ułatwia zbliżenia interpersonalne poprzez zniesienie pewnych hamulców społecznych, pozwala choć na chwilę uciec od wszelkich problemów. Czasami daje poczucie niezwykle silnej, bardzo przyjemnej integracji z całym obecnym towarzystwem – jak wszyscy doskonale wiemy, ludzie wspólnie pijący zazwyczaj świetnie się ze sobą dogadują, swym głupkowatym zachowaniem doprowadzając jednocześnie do szału obecne w miejscu imprezy osoby trzeźwe.

Po drugie – alkohol, jak każdy narkotyk, powoduje również skutki przykre w postaci kaca i nie tylko, jednak bardzo ważne jest, że efekty przyjemne następują natychmiast, zaś nieprzyjemne odroczone są w czasie. Wbrew pozorom również przykre skutki używania alkoholu czynią go substancją uzależniającą, bowiem nieznośny kac alkoholowy na pewnym etapie nałogu skłania osobę uzależnioną do ponownego sięgnięcia po kolejną dawkę celem uzyskania ulgi w cierpieniu. A to przecież jeden z podstawowych objawów uzależnienia.

Po trzecie – spożywanie alkoholu jest względnie bezpieczne, jeśli przyjmowany jest w niedużych dawkach. Każdemu więc pijącemu towarzyszy pewnie w jakimś stopniu przekonanie, że w gruncie rzeczy ma do czynienia z substancją niebezpieczną, w dużych dawkach nawet śmiercionośną. A to w przypadku niektórych osób czyni narkotyk jeszcze bardziej pociągającym, podobnie, jak dla pewnych ludzi niezmiernie pociągająca jest szybka i ryzykowna jazda samochodem lub angażowanie się w niebezpieczne sporty. Nasza skłonność do ryzyka i igrania ze śmiercią jest trudna do jednoznacznego wyjaśnienia, ponieważ zasadniczo przeczy prawom ewolucji, już jednak Zygmunt Freud postulował istnienie u człowieka tajemniczego popędu śmierci – siły skłaniającej nas do dążenia w kierunku samozagłady. Możliwe również, że tendencje takie mają i inne racjonalne wyjaśnienia.

Po czwarte – alkohol i jego spożywanie przez całe wieki obwarowane były społecznymi zakazami i dalece idącą kontrolą. Picie zyskuje tym samym walor pewnego przywileju. Jest wiele prawdy w stwierdzeniu, że „zakazany owoc smakuje najlepiej”. Dla przykładu - picie alkoholu jest rozrywką tradycyjnie dozwoloną tylko osobom dorosłym, tym chętniej więc sięgają po niego małoletni. Alkohol to owoc słodki i trujący. Jeżeli nadmierne upijanie się jest mimo wszystko zjawiskiem społecznie nieakceptowanym, symbolizuje przekroczenie pewnych dozwolonych granic, co czasem, i z punktu widzenia zwłaszcza pewnych osób, czyni alkohol jeszcze bardziej pociągającym. Picie bywa więc wyrazem swoistego buntu przeciwko wszelkim zakazom i normom wprowadzanym przez kontrolujące społeczeństwo. 

Wreszcie należy wspomnieć o jeszcze jednym powodzie sięgania po alkohol. Będąc członkami współczesnego społeczeństwa wszyscy od najmłodszych lat narażeni jesteśmy na silny, niekoniecznie pozytywny, społeczny wpływ. Jeśli chodzi o picie alkoholu niektórzy z nas zostają poddani prawdziwemu praniu mózgu. Dyskretna i skuteczna propaganda pijaństwa działa na nas stale, czasem zupełnie bez naszej wiedzy - wspominam o tym wielokrotnie w wielu fragmentach książki. W tym miejscu zaznaczę, że tak popularne u nas picie alkoholu zyskało sobie pewną, dla niektórych osób niezwykle atrakcyjną otoczkę. Picie nierzadko łączy się w naszej świadomości z wyobrażeniami o pewnym luksusie, o innym, lepszym standardzie życia. Wystarczy wyobrazić sobie częste sceny filmowe, w których ludzie dobrze sytuowani, zadowoleni z życia, w niezwykle podniosłych momentach sączą wykwintne alkohole w gustownym szkle. Wszelkie tego typu skojarzenia ulegają wyjątkowo silnemu zakorzenieniu w ludzkiej świadomości. Cygaro smakuje ohydnie i pewien jestem, że przynajmniej ogromna większość osób palących cygara czyni to wyłącznie z pobudek konformistyczno - snobistycznych. To samo dotyczy papierosów (i piszę to jako były, zawzięty i nieumiarkowany palacz). Myślę, że podobnie jest z alkoholem – wielu ludzi sięga poń tylko z powodu pewnych społecznych stereotypów, w głębi duszy zastanawiając się, co takiego wspaniałego inni widzą w tym świństwie. Od wielu lat niezwykłą karierę robi u nas pospolite piwo – kręgi jego rzekomych wielbicieli powiększają się ciągle o nowych członków. Pewien jestem, że ten gorzkawy, śmierdzący napój tak naprawdę smakuje tylko nielicznym. To, że cała reszta zapamiętale żłopie ów złocisty eliksir szczęścia jest być może skutkiem wyłącznie odpowiednio poprowadzonej, marketingowej krucjaty piwowarów.

Mechanizmy i sposób działania takiego prania mózgu doskonale opisał Allen Carr w swojej książce „Prosta metoda, jak skutecznie rzucić palenie” – w tym przypadku wyjaśnienia dotyczą nikotynizmu, jednak istota i zamysł propagandy są uniwersalne.

1 komentarz:

  1. U mnie zaczęło się od stresu w pracy. Szef wywierał na nas ogromną presję i dodatkowo zarzucał nas obowiązkami, których nie byliśmy w stanie wykonać. Nie starczało nam czasu. Dodatkowo w jego mniemaniu robiliśmy wszystko źle. Nie mogłem sobie pozwolic na zmianę pracy, bo żona dopoero zaczynała czegoś szukac po kilku latach opieki nad dziećmi. A mieliśmy kredyt. Zmiana pracy nie wchodziła w grę. Zaczęło sie od jednej szklaneczki whisky dziennie a skończyło na tym, że ledwie byłem w stanie sam dojśc do łózka. W pewnym momencie moja żona powiedziała dośc i zapisała mnie na terapię. Znalazła pracę i stwierdziła, że jakoś damy sobie radę, że zdrowie jest najważniejsze. Zawiozła mnie do Koszalina do ośrodka Wsparcie. To były cięzkie 4 tygodnie. Ale zmieniły moje życie na lepsze. najwięcej dała mi indywidualna terapia, dzięki której zrozumiałem, że moje życie nie może dłużej tak wyglądać. Dzisiaj jestem tzreźwy od 9 miesięcy. Zmieniłem pracę na mniej stresującą. Nie czuję już potrzeby wyluzowania się przy szklaneczce. Daliśmy sobie radę, cochiaz nie było łatwo. Jestem wdzięczny za to, co dla mnie zrobili we Wsparciu. Sam nie dałbym rady tego osiągnąć.

    OdpowiedzUsuń