sobota, 19 stycznia 2013

Czy przyznawać się do uzależnienia od alkoholu?


Dla osoby wychodzącej z jakiegokolwiek uzależnienia jednym z podstawowych problemów, zwłaszcza z początku, jest publiczne przyznawanie się do nałogu. 

Z jednej strony – odważna deklaracja co do własnego uzależnienia jest niezbędnym elementem kształtowania nałogowej samoświadomości. Poza tym – Twój problem jest Twoim problemem i na dobrą sprawę nie musisz przejmować się reakcjami otoczenia. Akceptując jednak siebie jako osobę uzależnioną możesz, a nawet powinieneś uczciwie poinformować o tym osoby, dla których Twój problem może być sprawą o wielkim znaczeniu. Jeśli Twoje picie lub niepicie ma istotny wpływ na jakość życia osób trzecich, niezależnie od tego, czy jest to rodzina, przyjaciele czy współpracownicy, niezwykle ważna jest otwarta komunikacja w zakresie wszelkich zjawisk związanych z Twoim problemem.     

Z drugiej strony – społeczny odbiór problemu uzależnienia jest w naszych warunkach ciągle dość specyficzny. Raczej rzadko zdarza się, by uzależnioną osobę ze strony otoczenia spotykały jakieś bezpośrednio wyrażane objawy braku akceptacji. Czasami jednak deklarowany, jawny status uzależnionego napotyka pewne, wynikające przede wszystkim z niezrozumienia problemu uprzedzenia. Pewien mój znajomy był tak dumny ze swojej w pocie czoła odzyskanej trzeźwości ciała i umysłu, że informację co do własnego alkoholizmu umieścił w życiorysie zawodowym (!). Mimo cieszącej się dość dużym wzięciem profesji długo nie mógł znaleźć zatrudnienia… To dość skrajny przykład, ale znam wiele przypadków, w których efekty zbytniej wylewności znacznie skomplikowały uzależnionemu życie. Samo chwalenie się własną trzeźwością szybko prowadzi do pewnych podejrzeń, a odkrycie zasadniczej prawdy bywa już tylko kwestią czasu. W gruncie rzeczy, mimo dość istotnych społecznych zmian w tym zakresie, do dzisiaj określenie „alkoholik” czy „narkoman” jest przez wiele osób odbierane jednoznacznie negatywnie. Tymczasem dla samej osoby trzeźwiejącej bycie alkoholikiem czy narkomanem przestaje być wielkim problemem, zaczyna ona bowiem akceptować swoje uzależnienie dokładnie tak samo, jak cukrzyk akceptuje cukrzycę czy osoba z hemofilią – hemofilię. Z każdym problemem zdrowotnym trzeba nauczyć się żyć. Dla osoby uzależnionej tym bardziej ważna staje się akceptacja własnego problemu i w sposób naturalny przychodząca swoboda mówienia na jego temat.   
    

Jednoznaczne określenie własnego problemu oraz stosunku do niego pomaga też w zapewnianiu samemu sobie podstawowego bezpieczeństwa. Informując bliskich, znajomych  a nawet współpracowników zyskujesz pewną swobodę działania. W takiej sytuacji nikt nie powinien namawiać Cię do wspólnego picia alkoholu ani zadawać irytujących pytań z kategorii „dlaczego nie pijesz?”. Często okazuje się, że ze strony najbliższego otoczenia możesz także liczyć na silne wsparcie, zwłaszcza w sytuacji, kiedy Twoja trzeźwość może być lub jest w jakikolwiek sposób zagrożona. Wszystko to wymaga jednak nie tylko otwartej deklaracji co do uzależnienia. Warunkiem jest również takie wprowadzenie najbliższych w problem nałogu, by nie było żadnych wątpliwości co do zwyczajów i sposobów zachowania się i postępowania, które w życiu uzależnionego są szczególnie wskazane lub niewskazane. Dotycząca nałogów niewiedza czy nawet ignorancja jest w naszej kulturze ciągle zdumiewająca. Ostatnio na przykład pewna moja znajoma wyraziła pogląd, że niepijący alkoholik nie jest alkoholikiem, bo alkoholik to ten, kto pije…      

Z uzależnieniem jest nieco podobnie, co z genitaliami – nie są powodem do wstydu, ale lepiej też nie demonstrować ich publicznie ;)   

Miałem do czynienia z bardzo wieloma osobami usiłującymi zaprzestać picia. Każda z nich miała z tym swój osobisty, prywatny, ciężki problem - to oczywiste, bo taka jest natura nałogu. Większość z tych osób najbardziej bała się jednak momentu, w którym po raz pierwszy publicznie, sama siebie nazwie „alkoholikiem”. Byłem świadkiem wielu takich momentów i – proszę mi wierzyć – to naprawdę żaden dramat. Ze względu na specyficzny koloryt wewnętrznego życia alkoholika nader często wydaje mu się, że jego alkoholizm jest lub będzie dla otoczenia ogromną sensacją. Tymczasem, po pierwsze – zazwyczaj bliscy i znajomi od dawna zdają sobie sprawę z czyjegoś problemu, po drugie – ludzie mają naprawdę wiele własnych, bardzo poważnych kłopotów i zwykle przeceniamy ich skłonność do głębokiego przeżywania naszych prywatnych spraw. Nawet jednak, jeśli znajdą się osoby, które z czyjegoś picia uczynią sensację dnia, jestem pewien, że nie warto tracić energii na ukrywanie tego, co i tak jest od dawna widoczne. Wreszcie – co to za problem, że ktoś będzie miał przez jakiś czas temat do plotkowania? 

Alkoholik przyznający się do nałogu zazwyczaj odczuwa ogromną ulgę. Taki „kamień z serca” jest sam w sobie wystarczającą nagrodą za szczerość, a przy tym od razu żyje się lżej, przyjemniej i bardziej prawdziwie, kiedy nie trzeba już niczego ukrywać. Prędzej lub później nadchodzi również moment, w którym reakcje otoczenia przestają mieć tak wielkie (albo jakiekolwiek) znaczenie. Prawdziwi przyjaciele zostaną – nieprawdziwi być może odejdą. Tym lepiej. Z całą pewnością odwrócą się wszyscy pijący koledzy. Głównie z zazdrości, ale ich dezercja jest akurat świetnym zrządzeniem losu w początkowych etapach trzeźwienia. Żadna ze znanych mi osób ze strony swojego otoczenia nie spotkała się z odrzuceniem z powodu samego faktu uzależnienia. Przeciwnie nawet – alkoholik odważnie definiujący swój problem często spotyka się z szacunkiem, tolerancją, chęcią pomocy i wielkim uznaniem; to ostatnie zwłaszcza, jeśli udaje mu się zmienić własne życie i od długiego czasu pozostaje trzeźwy. Z pewnością nie bez znaczenia jest również fakt, że wiele znanych nam osób ma w swoim otoczeniu kogoś, kto nie radzi sobie z problemem nałogu. Nierzadko więc trzeźwiejący szybko wyrasta na swego rodzaju wzór i autorytet, czasami zresztą o wiele wcześniej, niż na to rzeczywiście zasługuje. 

Zapewniam również, że otwarta deklaracja co do uzależnienia, nawet w hermetycznych i ciasnych środowiskach małych społeczności, raczej nie bywa dla nikogo wielkim wstrząsem. Warto jednak mieć świadomość jeszcze jednego, ważnego zjawiska. Przyznając się do uzależnienia, ze strony wielu osób spotkasz się być może z otwartymi przejawami jednoznacznej akceptacji, a nawet pewnego podziwu. Często są to jednak reakcje bardzo fałszywe, a pod pozorami uznania tak naprawdę kryje się niechęć, nietolerancja i brak zrozumienia. Jest to widoczne zwłaszcza w sytuacjach zawodowych – wiele osób z wielu powodów woli nie mieć do czynienia z „alkoholikiem” czy „narkomanem”, niezależnie więc od swych dobrych chęci nie powinieneś być specjalnie zaskoczony, jeśli poinformowane osoby zrezygnują z wszelkich form współpracy z Tobą.         

Śmiertelnie niebezpieczna furtka

Znałem wielu ludzi, którzy próbując wyjść z nałogu, bardzo usilnie pragnęli zachować swój problem w ścisłej tajemnicy. Nie każdy z nas lubi opowiadać o swoich prywatnych sprawach i jest to najzupełniej zrozumiałe. Dyskrecja jest materiałem na wagę złota. Jednak w przypadku niektórych osób nie przyznawanie się do nałogu jest tak naprawdę katastrofalnym w skutkach sposobem na „pozostawienie sobie otwartej furtki”. Chodzi o to, że wielu uzależnionych boi się otwartego ujawnienia własnego problemu ze strachu przed kompromitacją, jeśli próby wyjścia z nałogu się nie powiodą. Odbywa się to na zasadzie: „wprawdzie usiłuję przestać pić, ale im mniej osób o tym wie, tym lepiej, bo jeśli mi się nie uda, to będzie straszny wstyd – wszyscy zobaczą, że nie dałem rady”. Uważam, że lepiej spalić za sobą wszelkie alkoholowe mosty, niż zostawiać sobie takie otwarte furtki. Osobie nie przyznającej się do problemu zapicie zawsze przychodzi łatwiej [na zasadzie: „przecież nie mówiłem, że nie będę pił”]. 

Sam zawsze zalecam pytającym moją prywatną życiową zasadę - pełną niezależność i niewrażliwość na cudze opinie i komentarze. Pamiętaj, że Twoje picie to Twój problem i nikt nie ma prawa Cię oceniać. Trzeźwiejesz tylko dla siebie i odpowiadasz tylko przed samym sobą. Bądź sam dla siebie sędzią, prokuratorem, obrońcą i katem – jeśli zdobędziesz się na krytyczną i odważną samoocenę w odpowiednim momencie sam określisz, czy zasługujesz na uznanie czy potępienie i przyznasz sobie stosowną nagrodę lub wymierzysz adekwatną karę. 

Niezależnie od otwartych deklaracji zewnętrznych, z całą pewnością należy mieć ciągłą wewnętrzną świadomość własnego problemu. To również bardzo istotny element kształtowania tożsamości nałogowej. Alkoholik zapominający o swojej chorobie skazuje się na poważne ryzyko powrotu do picia. Nie powinien nigdy uważać się za „wyleczonego”, ponieważ z uzależnienia od alkoholu jeszcze nikt nie wyzdrowiał. Nie oznacza to, że wszystkie, najdrobniejsze życiowe posunięcia należy planować i podejmować krocząc w aureoli „alkoholika”. Jednak w każdym momencie swojego trzeźwego życia warto pamiętać, że niepijący nawet po dwudziestu i więcej latach wracają czasem do czynnego nałogu, w jednej chwili obracając w ruinę wszystko, co zbudowali przez ostatnie dekady. Taka po prostu bywa alkoholowa praktyka. 

Bezpieczeństwo trzeźwiejącego zależy zawsze przede wszystkim od stopnia jego samoświadomości. Wiele, jeśli nie większość niepowodzeń w zakresie trzeźwienia wynika właśnie z obniżonej czujności i samokrytycyzmu. Zbyt dobre samopoczucie i zbyt wielka pewność siebie często skutkują tą przeklętą „lampką wina” lub „małym kieliszkiem szampana”. A to zazwyczaj początek katastrofy. 

6 komentarzy:

  1. Problem z reguły jest bagatelizowany i zamiatany pod dywan. Może tym razem kilka osób się zastanowi.

    OdpowiedzUsuń
  2. MajkaM - pamiętaj o jednym - alkoholizm to choroba duszy - ucieczka. Im mniej powodów do ucieczki, tym mniej strachu o uzależnienie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie rozpocząłem opisywać własne doświadczenia w tym temacie. Jeśli ktoś miałby ochotę poczytać czy podzielić się swoją opinią ... Zapraszam.
    http://pragnienie-duszy.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  5. Często w pewnym momencie terapii pada pytanie: „jak zacząć dbać o siebie”. Przez tyle lat uzależnienia i lekceważenia swoich potrzeb to naprawdę problem. Okazuje się, że wiedza o tym kim się jest, jak się reaguje, co odczuwa, co potrzebuje itp, jest znikoma. Dotychczasowe życie polegało na dyktowaniu tego co ma się czuć poprzez zażywanie substancji psychoaktywnych. Było to traktowanie siebie samego przedmiotowo i użytkowo. Dla określonych stanów lekceważyło się wszystkie odczucia np. głodu, zmęczenia, nierzadko wycieńczenia organizmu. Zagłuszało swój własny głos rozsądku, że to niszcząca droga i trzeba się zatrzymać. Z biegiem czasu nawet ten głos też stał się coraz mniej słyszalny, więc gdy w trakcie terapii mowa o zadbaniu o siebie powstaje problem bo nie wiadomo jak to zrobić. Pata pytanie o co chodzi. Na czym to polega. Czym jest to dbanie o siebie. Najprościej mówiąc jest to szeroko rozumiana uważność na siebie. To tak jakbyśmy zachowywali się wobec siebie jak do kogoś kogo kochamy. http://uzaleznieniau.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Z tego co widać w wielu rodzinach, problem z alkoholem jest przemilczany i tyle. To duży błąd. Cierpi na tym nie tylko osoba uzależniona, ale i jej najbliższe otoczenie...

    OdpowiedzUsuń