poniedziałek, 27 stycznia 2014

Amerykańscy naukowcy

Rzadko zdarza mi się słuchać radia. Kiedy jednak słuchałem regularnie, w serwisach informacyjnych dość często pojawiały się rewelacyjne doniesienia, zaczynane nieśmiertelną frazą w rodzaju: „naukowcy z uniwersytetu w Berkeley ustalili…”, „fizycy z uniwersytetu stanowego w Ohio dokonali niezwykłego odkrycia…”, „Amerykańscy dietetycy z Uniwersytetu Minnesota przekonują, że…” itd. 


Więcej ilustracji obejrzysz w galerii rysunkowej 

Moją uwagę przykuwają, rzecz jasna, głównie sensacje zawierające odniesienia do psychologii, która w Stanach ma długą, intensywną i bardzo bogatą tradycję. W zakresie psychologii dużo się tam dzieje, bo faktyczni amerykańscy naukowcy dysponują środkami, o których na przykład Polacy mogą tylko pomarzyć. Amerykańskie rządy i wpływowi ludzie od wieków doceniali psychologię jako naukę ważną i użyteczną. Eksperymentalne badania społeczne wymagają zaś dużych nakładów finansowych związanych chociażby z tym, że uczestnikom doświadczeń za udział w badaniach należy po prostu zapłacić.

Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że wiele z tych radiowych rewelacji to najzwyklejsze, wyssane wprost z palca, albo nawet innej części ciała bzdury. Czasami myślę, że treść doniesień kreują sami reporterzy i prezenterzy polskich stacji radiowych [podobne poczucie od zawsze towarzyszy mi kiedy czytam artykuły w pismach kobiecych, a piszący(a) przytacza rzekome, dramatyczne przeżycia jakiejś „Ani, trzydziestoletniej samotnej matki i specjalistki od marketingu w pewnej dużej firmie” czy jakiegoś „czterdziestoletniego Łukasza, mieszkającego w Skierniewicach architekta po przejściach”].

Najbardziej jednak charakterystycznym wydaje mi się zabawny fakt, że jeśli chodzi o psychologię, „amerykańscy naukowcy” niezmiennie odkrywają coś, co w psychologii od dawna jest wszystkim wiadome. Sensacyjne, radiowe doniesienia po prostu zawsze dotyczą jakiegoś prawa czy zależności, które poznają studenci pierwszych dwóch lat studiów psychologicznych. Wiem, że najbardziej rozwinięte kraje świata pod wieloma względami bywają niesłychanie zacofane, dziwi mnie jednak, że wspomniane, niemałe środki finansowe przeznaczane są na ciągłe odkrywanie kulistości psychologicznego świata. Albo też opisane zjawisko ma inne, bardziej racjonalne wyjaśnienie(?).

W psychologii, jak w każdej nauce, wyniki wszelkich badań podlegają ciągłym próbom replikacji i weryfikacji. Chodzi o to, że każdy naukowiec ma prawo (a w pewnym sensie nawet obowiązek) powtórzyć jakiekolwiek opisane w prasie branżowej badanie celem ustalenia, czy jego wyniki są rzeczywiście wiążące i czy ewentualnie nie można ich zakwestionować. Jest to naturalny, naukowy mechanizm samokontroli. Psychologia jest zresztą jedną z najbardziej złośliwych nauk i wyniki kolejnych badań wiecznie dają zupełnie odmienne rezultaty... Dlatego nawet najbardziej udokumentowane i uzasadnione wnioski można wciąż na nowo weryfikować, a obowiązkowy, bardzo drobiazgowy opis procedury każdego badania w naukowych doniesieniach służy właśnie temu celowi – by ewentualni następcy mogli powtórzyć eksperyment w możliwie podobnych warunkach. 

Czasami jednak serwowane w radiu rewelacje w rodzaju „psychologowie z Uniwersytetu w Los Angeles stwierdzają, że pozytywne nastawienie do życia zmniejsza prawdopodobieństwo depresji…” zakrawają po prostu na kpinę. Nie wiem, czy tego rodzaju zależności naprawdę wymagają ciągłej eksploatacji i wydaje mi się, że w fizyce nikt wciąż na nowo nie odkrywa i nie udowadnia istnienia światła.
          
Z pewnej czeskiej książki młodzieżowej, z własnego dzieciństwa pamiętam ciekawy pomysł na „instytut naukowy, który będzie udowadniał, że na Ziemi istnieje życie”.


A konkluzją będzie taki, znany żart: Amerykańscy naukowcy odkryli, że 90% społeczeństwa uważnie słucha komunikatów zaczynających się od „Amerykańscy naukowcy odkryli...” 

2 komentarze:

  1. Myślę, że owe sensacyjne publikacje od odkryciach w Stanach (radio, telewizja czy prasa) używane są przez dziennikarzy przeciętniaków do podniesienia własnego prestiżu intelektualnego i zawodowego metodą proxy (pośrednictwa) - skoro ja piszę o tym doniosłym (niby nowym) odkryciu no to jestem prawie tak wspaniały jak oryginalny odkrywca.

    Smutne ale tu mamy do czynienia z brakami czy usterkami osobowości wspomnianych dziennikarzy. Może takie trywializmy należałoby im, zamiast krytykować, wybaczać ze względu na ich ułomność? Panie Wojciechu wyczuwam tu w pańskich słowach dozę politycznie niepoprawnej dyskryminacji osób upośledzonych...

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam wrażenie , że Pan Wojciech szuka drogi życia ja się pogubiłem w jego blogach, zainteresowaniach nic do końca tylko prowizorka buuuuuuuuuu

    OdpowiedzUsuń