środa, 8 października 2014

Psychoterapia. Moje zdanie

W ostatnich latach dość często otrzymywałem od Czytelników listy z pytaniami o psychoterapię. Problem zazwyczaj dotyczył wyboru właściwego psychoterapeuty, ale niekoniecznie. Czasami ludzie pytają po prostu, co sądzę o psychoterapii i czy uważam, że w konkretnym przypadku psychoterapia ma sens i może pomóc. W latach mojej obecności w Sieci był to chyba najczęstszy temat kierowanych listów.

Nie jestem psychoterapeutą i nie zajmuję się terapią, dlatego zawarte w tym artykule rozważania będą miały charakter raczej amatorski, co w każdym przypadku ma swoje zalety i wady. Jako psycholog pracujący z ludźmi dysponuję, rzecz jasna, ogólną orientacją w zakresie związanych z psychoterapią problemów, tym bardziej, że w ramach studiów psychologicznych specjalizowałem się w psychologii klinicznej człowieka dorosłego i tematy związane z tym obszarem psychologii leżą w ścisłym centrum moich zainteresowań zawodowych. Wiele lat poświęciłem także na pracę z ludzkimi problemami o charakterze emocjonalnym, a pracując w szpitalach, poradni zdrowia psychicznego, w sądzie czy wreszcie w ramach praktyki prywatnej miałem okazję tego typu problemom przyglądać się na co dzień. Wreszcie – jako normalny zjadacz chleba sam, jak każdy, miewam swoje problemy, mogę więc spojrzeć na psychoterapię również z perspektywy ewentualnego klienta.


Nigdy nie specjalizowałem się jednak w psychoterapii i nie ukończyłem żadnego szkolenia psychoterapeutycznego, siłą rzeczy nie pracowałem więc nigdy jako psychoterapeuta, zaś moja styczność z profesjonalną i „żywą” psychoterapią ograniczyła się do kilku zrealizowanych w ramach studiów psychologicznych kursów („kurs” to w tym przypadku jednostka organizacyjna studiów, oznacza mniej więcej tyle, co „zajęcia” albo „przedmiot” itd.).


Z jednej więc strony – nie jestem specjalistą od psychoterapii i tej formy pomagania nie znam „od wewnątrz”. Z drugiej – wypowiadam się jako osoba w zasadzie bezstronna i bezinteresowna, nie mam bowiem żadnych szczególnych powodów, by psychoterapię atakować lub jej ewentualnie bronić.

Pewien znany psycholog, usiłujący z psychologii uczynić jakąś dziedzinę inżynieryjną, na histerycznym atakowaniu psychoterapii zrobił dość błyskotliwą karierę i w pewnych kręgach uchodzi dziś za psychologiczny autorytet naukowy o wybitnym umyśle ścisłym. O ile dobrze rozumiem, punktem wyjścia wszelkich jego poczynań było między innymi założenie, że psychoterapia to przede wszystkim sprytny sposób na niezwykle lukratywny i przy okazji niesłychanie szkodliwy interes, samych zaś psychoterapeutów cechuje niezwykła pazerność na bezlitośnie wyciskane z klientów pieniądze.

Wszelkie próby opisania ludzkiej natury w kategoriach statystycznie opracowanych liczb i tabelek są moim zdaniem dokładnie tak samo niepoważne, jak zdarzające się pod szyldem psychologii uprawianie najzwyklejszych czarów, tyle że matematyzacja jest przykładem przesady w odwrotną stronę. O ile mi wiadomo, psychoterapia to też dość kiepski i niewdzięczny biznes – nie znam osoby, która byłaby w stanie żyć z samego prowadzenia tego typu działalności, a wszyscy znani mi psychoterapeuci pracują jednocześnie w kilku miejscach. Nieciekawa finansowa kondycja psychoterapeuty może, rzecz jasna, wynikać z wielu zjawisk, jednym z nich jest jednak na pewno trudna do subiektywnego oszacowania skuteczność psychoterapii, a także fakt, że oczekiwana, terapeutyczna zmiana w życiu wewnętrznym wymaga od pacjenta wielkiej cierpliwości, ogromnego nakładu pracy i czasu. Tymczasem wielu, jeśli nie większość klientów psychologa (psycholog niekoniecznie musi być psychoterapeutą, a nie każdy psychoterapeuta jest psychologiem) tak naprawdę nie pożąda faktycznych, pozytywnych  wartości we własnym życiu, a podejmowane działania ukierunkowane są bardziej na uzyskanie doraźnych, bardzo przyziemnych i prozaicznych korzyści. Niejeden pacjent woli więc po prostu wpaść do psychiatry – po co męczyć się żmudnym, proponowanym przez terapeutę treningiem relaksacji, skoro lekarz przepisze tabletkę, mogącą w ciągu kilku minut całkowicie wytłumić lęk i sprowadzić na organizm błogi spokój? Ewentualne nieciekawe skutki, w postaci na przykład przedawkowania lub uzależnienia od używanych środków, są odroczone w czasie, a ich wizja, zwłaszcza z początku, raczej rzadko bywa wyraźna. Lekarz wystawi też zwolnienie z pracy, przepisze receptę na dowolny lek, a czasem wystawi zaświadczenie na potrzeby sprawy sądowej czy pomoże załatwić odszkodowanie lub rentę. Tego wszystkiego nie zrobi psychoterapeuta (chyba, że akurat przy okazji jest również lekarzem). Wszelkie te, często opłakane w skutkach korzyści, dla wielu osób niosą ze sobą prostą odpowiedź na pytanie, komu ewentualnie bardziej warto płacić.

Nie oznacza to bynajmniej, że interwencję medyczną uważam za bezwartościową, bo jest akurat przeciwnie – w przypadkach poważnych zaburzeń psychicznych i emocjonalnych pomoc lekarska jest nieoceniona, a wielu psychiatrów zajmuje się również pozabiologicznymi metodami leczenia, ale to już zupełnie inny temat.

Zamiast psychiatry można też odwiedzić bar – to dla wielu osób znacznie przyjemniejsze, niż stosowanie jakichś podejrzanych technik terapeutycznych, tym bardziej, że przesiadywanie w lokalu rozrywkowym, w przeciwieństwie do psychoterapii, nie wiąże się z żadnym wielkim wysiłkiem i nie wymaga podejmowania przykrych konfrontacji z niekoniecznie przyjemną prawdą o samym sobie.

(O różnicy pomiędzy zawodami i zakresem kompetencji psychologa i psychiatry przeczytasz w artykule Psycholog a psychiatra).

Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że usługi świadczone przez psychoterapeutę mają charakter całkowicie niematerialny. Chodzi mi o to, że po odbyciu takiej wizyty pacjent nie otrzymuje żadnego namacalnego ekwiwalentu pieniędzy, które u specjalisty zostawił. W przypadku lekarza jest to przynajmniej recepta czy zwolnienie chorobowe, a czasami coś trwałego, na przykład plomba w leczonym zębie. Innymi słowy, w przypadku wielu usług klient dokładnie wie, za co zapłacił i może to zmierzyć, zważyć lub przynajmniej poczuć. Z psychoterapią jest inaczej. W mojej ocenie, jeśli klient nie może zobaczyć czy dotknąć przedmiotu zakupu, jest mniej skłonny doceniać wartość otrzymanej usługi i jest to najbardziej podstawowy problem z profesjonalnym uprawianiem psychoterapii.

Spotkanie z psychologiem czy psychoterapeutą bardzo często skutkuje uczuciem pewnej ulgi, wynikającej po prostu z satysfakcjonującego kontaktu międzyludzkiego, pacjent zawsze jednak może zadać sobie pytanie – czy naprawdę muszę komuś za to płacić? Usługi psychoterapeutyczne kosztują, a praca psychoterapeuty naprawdę nie jest lekką. Specjalista z tej dziedziny, jak każdy inny, inwestuje swój czas, wysiłek i wiedzę specjalistyczną (uzyskaną zresztą po latach czasochłonnych i kosztownych szkoleń), a w tym konkretnym zawodzie – również duże, emocjonalne i intelektualne zaangażowanie. Tymczasem w naszym kraju (być może w innych również…?) powszechnym jest niezrozumiałe dla mnie oczekiwanie, że psycholog czy psychoterapeuta udziela świadczeń nieodpłatnie i wielu potencjalnych klientów nie chce płacić za usługi tego rodzaju, tym bardziej, że z psychologiem można się właściwie w wielu miejscach spotkać w ramach podstawowej opieki zdrowotnej (np. w poradni zdrowia psychicznego).         

Nie bez znaczenia jest również fakt, że o ile nie sposób żyć bez chleba, wody, benzyny i paru innych rzeczy, o tyle psychoterapia, zwłaszcza w trudnych ekonomicznie czasach, stanowi naprawdę zbędny luksus. Ludzie muszą więc płacić rzeźnikom, piekarzom i dentystom, ale psychoterapeutom - niekoniecznie.  

Definicja psychoterapii

W moim rozumieniu psychoterapia to profesjonalna pomoc udzielana człowiekowi na drodze do uzyskania pozytywnych i pożądanych zmian w życiu psychicznym, głównie zaś emocjonalnym. Z tej roboczej i uproszczonej definicji wynika przede wszystkim najbardziej podstawowy wyznacznik sensu i istoty psychoterapii – chodzi mi o to, że głównym czynnikiem sprawczym jest w procesie terapeutycznym praca samego pacjenta. Psychoterapeuta nie interweniuje niczym chirurg i nie naprawi życia psychicznego na zasadzie złożenia złamanej kończyny – raczej pod jego kierunkiem złamaną kończynę pacjent składa sam, co nie jest łatwe, ale ma swoje trudne do przecenienia walory. W odniesieniu do życia psychicznego sensowne i trwałe są bowiem, moim zdaniem, jedynie zmiany wypracowane przez własny wysiłek osoby zainteresowanej. Kojarzy mi się to ze znaną przypowieścią o wędce i rybie - lepiej dać komuś jedną rybę, czy podarować wędkę i nauczyć łowić...? 

Zmiana „pozytywna” i „pożądana” to zmiana w kierunku poprawienia poziomu funkcjonowania w określonej dziedzinie życia.

Profesjonalnym psychoterapeutą zostaje osoba, która po ukończeniu studiów wyższych odbyła odrębne, specjalistyczne kursy w ramach wybranej szkoły psychoterapeutycznej. Ja sam polecam wyłącznie odpowiednio przeszkolonych i doświadczonych psychologów i lekarzy psychiatrów. Tylko przedstawiciele tych dwóch profesji dysponują, według mnie, odpowiednim przygotowaniem i – po pewnym czasie – doświadczeniem zawodowym. Każdy, kto zna i rozumie specyfikę psychologicznego myślenia i wnioskowania wie doskonale, co mam na myśli. Psychologia to bardzo szczególny zawód i wielu lat trzeba, by przyswoić sobie chociażby podstawowe zasady diagnostyki psychopatologicznej. Jest dla mnie nieporozumieniem, gdy psychoterapeutą zostaje polonista, pedagog czy filozof, choć rynek wszelkich usług staje się coraz bardziej nieprzewidywalny, a w dobie możliwości kupowania nieograniczonej liczby dowolnych dyplomów nie należy oczekiwać, by specjalizacje zawodowe w zadowalający sposób spełniały przypisaną im rolę. 

(O zawodowych nadużyciach ambitnych, psychologizujących niepsychologów przeczytasz w artykule Cesarzowi, co cesarskie...

Podejmowane w ramach psychoterapii działania i stosowane techniki mają, rzecz jasna, swoje uzasadnienie w określonej teorii psychoterapeutycznej, w której powinny być ukorzenione. Oznacza to, że w procesie psychoterapii terapeuta proponuje konkretne rozwiązania konkretnych problemów, a charakter i istota sugerowanych sposobów postępowania wynikają ze specyfiki nurtu terapeutycznego, jaki reprezentuje ten akurat specjalista. Na temat wyboru nurtu terapeutycznego wypowiem się przy innej okazji, w tym miejscu wspomnę tylko, że każdy klient powinien próbować znaleźć odpowiedni dla siebie sposób teoretycznego i terapeutycznego ujęcia przeżywanych problemów.    

Idąc dalej powiedzieć można, że psychoterapia to dość szczególny przypadek działań podejmowanych w kierunku rozwoju osobistego. Uważam, że wszelkie rodzaje psychoterapii powinny spełniać ten warunek. Jeśli w procesie terapii pacjent odnotowuje osobisty rozwój, to sama psychoterapia staje się siłą rzeczy sensowną, choć oczywiście głównym celem jest zawsze rozwiązanie określonego problemu, z którym klient przychodzi do terapeuty.   

Czy psychoterapia naprawdę działa?

Jako człowiek o nastawieniu silnie pragmatycznym to pytanie uważam za najważniejsze. Szczerze powiem, że problem ten od lat budzi moje największe wątpliwości, sam bowiem często zastanawiam się, czy psychoterapia działa, albo inaczej – czy działa bardziej lub lepiej, niż jakiekolwiek inne, nie będące akurat psychoterapią formy wsparcia. Problem ten jest oczywiście na bieżąco weryfikowany badawczo, albo raczej podejmowane są w tym kierunku mniej lub bardziej udane wysiłki. Jak to w psychologii – ilu badaczy, tyle różnych wyników, zaś interpretacja uzyskiwanych rezultatów czasami tendencyjnie zmierza w kierunku pożądanych przez konkretnego autora wniosków. Zwolennicy psychoterapii uzyskują więc wyniki zgoła odmienne, niż jej przeciwnicy. 

Miałem okazję poznać relacje wielu osób, które po odbyciu psychoterapii odczuły wielką ulgę, odnotowały pozytywne zmiany we własnym życiu, a nawet stwierdziły znaczącą poprawę własnego stanu psychicznego. I nie mam najmniejszych podstaw, by wątpić w autentyczność tego rodzaju deklaracji. Słyszałem też mnóstwo pochlebnych opinii na temat konkretnych specjalistów, co oznacza, że psychoterapię można uprawiać w sposób naprawdę odpowiedzialny, celowy, pozytywny i owocny. 

Wielką wartość ma z pewnością psychoterapia odwykowa. Znam masę osób, które wyszły z nałogu głównie dzięki udziałowi w profesjonalnie prowadzonym leczeniu, bo uzależniony pacjent nie jest w stanie sam, w drodze nagłej iluminacji pojąć wszystkich związanych z nałogiem zjawisk i problemów.

W ostatnich czasach moją uwagę zwraca coaching (idiotycznie brzmiące słowo, ale do tej pory nikt nie znalazł chyba sensownego, polskiego odpowiednika) i bardzo ciekawe, stosowane na jego gruncie techniki. Coaching, rozumiany jako forma specjalistycznego poradnictwa, jest moim zdaniem szczególnie wartościowym pomysłem na osobisty rozwój pod okiem profesjonalnie przygotowanego przewodnika, ale w oparciu głównie o własne zasoby, wiedzę, samoświadomość i potencjał wzrostowy. Tego typu współpraca nie jest, rzecz jasna, psychoterapią ale głównie ze względu na postulat rozwoju osobistego, któremu coaching służy, ta forma wsparcia wydaje mi się w tym miejscu szczególnie wartą wspomnienia. Problemem, podobnie jak w psychoterapii może być to, że coachem, pod odbyciu stosownego szkolenia zostaje często osoba zupełnie przypadkowa, nie dysponująca żadnym sensownym, kierunkowym wykształceniem ani doświadczeniem zawodowym. Towarzyszy mi jednak uzasadniona (jak sądzę) nadzieja, że rynek usług sam bardzo skutecznie odsiewa patałachów od profesjonalistów, bo ci ostatni promowani są po prostu przez wysoką jakość świadczonych usług.

Z mojego punktu widzenia coaching ma jeszcze jeden, duży i ważny walor. Stosowane na jego gruncie techniki pracy mają bardzo racjonalny i przejrzysty charakter, nie przywodzą na myśl czarów, z którymi kojarzy mi się wiele technik psychoterapeutycznych.      

Wielkie zalety mają według mnie wszelkie poradniki radzenia sobie z problemami znanymi przez autorów z własnego doświadczenia. W ostatnich czasach spotkałem takich pozycji dużo i wiele z nich napisanych jest bardzo rozsądnie, przystępnie a przede wszystkim z wykorzystaniem wiedzy sensownej i wartościowej, bo nabytej przez piszącego w drodze trudnej życiowej praktyki. Poradniki tego typu są często dostępne w formie amatorsko przygotowanych, sprzedawanych w Sieci e-booków, i jest to jeszcze jedno silne potwierdzenie wielkiej wartości Internetu jako medium. Gdyby nie ten sposób promocji i dystrybucji, autor zestarzałby się lub zdążył umrzeć, zanim przekonałby jakiekolwiek zgrzybiałe, niepostępowe i gnuśne, tradycyjne wydawnictwo do własnego, wartościowego pomysłu.            

W trakcie końcowych lat studiów miałem okazję realizować rozmaite, związane z psychoterapią i poradnictwem kursy. Zajęcia miały dość różnorodny charakter, zazwyczaj jednak prowadzone były przez osoby mogące się w danym zakresie pochwalić bogatym doświadczeniem praktycznym. To chyba wtedy nabrałem towarzyszącego mi do dzisiaj, a trudnego do wykorzenienia przekonania, że psychoterapeuci to bardzo często ludzie sami permanentnie potrzebujący psychoterapii. Prowadzący zajęcia czasem zachowywali się co najmniej dziwnie, a przede wszystkim dość irytująco, głównie ze względu na demonstrowane postawy przenikliwej wszechwiedzy, skłonność do dzielenia włosa na czworo, doszukiwania się dziwnych symboli i znaczeń w każdym mrugnięciu, ziewnięciu i kiwnięciu palca. Czasami ze zgrozą słuchałem o najbardziej udziwnionych i zawiłych teoriach, mających jakoby wyjaśniać zaistniałe u pacjentów objawy. Co ważne – duża część słuchaczy (zapewne byli to gorąco zaangażowani kandydaci na przyszłych psychoterapeutów) doskonale wpasowała się w ten klimat, intelektualnie podążając za pijanym krokiem tego czy innego wykładowcy. Pamiętam też, że do wszelkich związanych z psychoterapią zajęć wyjątkowo chętnie garnęli się studenci słabi (w sensie osiągnięć edukacyjnych), zagubieni i nieporadni, czasami nawet całkiem otwarcie przyznający się do poważnych problemów natury emocjonalnej. Miewam wrażenie, że świadczenie usług psychoterapeutycznych dla wielu osób jest sposobem na podniesienie własnej samooceny i samopoczucia, co znajduje odzwierciedlenie w naszych zawodowych żartach, w myśl których jeśli psychoterapia komukolwiek pomaga, to zapewne wyłącznie samemu psychoterapeucie. Sądzę, że odbywa się to na zasadzie: „skoro pomagam innym, to pewnie sam doskonale sobie radzę” i wynika z prostego, łatwego do zaobserwowania faktu, że udzielanie porad innym osobom znakomicie wpływa na samopoczucie samego doradcy. 

Wyjątkowo dobrze pamiętam zajęcia z zakresu systemowej terapii rodzin. Ćwiczenia prowadził wielki w tym temacie autorytet, znany w Polsce i poza jej granicami psychiatra. Choć klimat samych zajęć był pozytywny, a wykłady dość ciekawe, część praktyczna całego kursu do dzisiaj wzbudza moje jak najdalej idące wątpliwości. Podczas warsztatów oglądaliśmy między innymi nagrania sesji z uczestniczącymi w terapii rodzinami. Pamiętam kilka (albo kilkanaście) obejrzanych spotkań z jedną z krakowskich rodzin. Miałem wielką ochotę zapytać prowadzącego, co właściwie wydarzyło się od pierwszej, do ostatniej sesji, poza pustym gadaniem właściwie o niczym. Takie po prostu były moje odczucia – członkowie trzyosobowej rodziny wzajemnie wymieniali pewne zarzuty, narzekali na istniejący stan rzeczy, psychoterapeuta zaś właściwie nie zabierał głosu, ograniczając się głównie do dystyngowanego kiwania głową, wydawania znaczących chrząknięć i, od czasu do czasu, rysowania dość oryginalnych wykresów na ustawionej w pokoju, papierowej tablicy. Czasami, bez wielkiego powodzenia, usiłowałem ukrywać narastające rozbawienie, a w końcu zniechęcenie i rozczarowanie praktyczną stroną psychoterapii. Przyznam szczerze, że gdybym sam miał płacić za tego typu spotkania, szybko zażądałbym zwrotu poniesionych kosztów. Nie chodzi o to, że nie był widoczny jakiś spektakularny, akrobatyczny efekt. Chodzi o czczą, pustą gadaninę o przysłowiowej dupie Maryni i o postawę prowadzącego, który w tym wszystkim wydawał się być człowiekiem kompletnie bezradnym, bez pomysłu na ewentualną pomoc, po którą przecież przyszła obserwowana przez nas rodzina.      

Psychoterapeutom i kandydatom na psychoterapeutów zarzucam także skłonność do komplikowania świata i dodawania kosmicznej ideologii do najbardziej prozaicznych, codziennych spraw. Czytając artykuły na temat przemysłu porno albo wywiady z gwiazdami tej branży nie mogłem czasem uwierzyć, że z filmowania seksu uczynić można tak zawiłą filozofię, a pracę aktora erotycznego podnieść do rangi dyscypliny specjalistycznej. Jednak… można! Słuchając niektórych psychoterapeutycznych wywodów bywam pod wielkim wrażeniem, że do najdrobniejszej bzdury dorobić można tak zagmatwaną interpretację. Myślę, że jest to zjawisko występujące w każdym zawodzie: „uczyńmy z naszego fachu wielką filozofię, by nasi klienci wiedzieli, za co nam płacą i by mieli świadomość, dlaczego jesteśmy tak wybitnymi specjalistami”. Psychoterapeuci, zwłaszcza pewnych szczególnych nurtów, wyróżniają dziesiątki niewiarygodnie zaawansowanych, czasem cudacznych metod i technik psychoterapii. Ja, jako zwykły śmiertelnik podejrzewam, że często są to efektownie wyglądające, dziwaczne wymysły, nie mające żadnego praktycznego zastosowania. Wydaje mi się, że techniki takie to po prostu różne wariacje wspierającej rozmowy i że właśnie do tego w istocie sprowadza się psychoterapia.     

Wielu klientów psychoterapeuty opowiadało mi również o pewnych nadużyciach, polegających na przykład na nadmiernej, niechcianej i nieakceptowanej przez pacjenta ingerencji w sprawy prywatne. Terapeuci miewają też nieco dziwne, nawet z punktu widzenia kultury osobistej zwyczaje, jak choćby ustawianie tykającego zegarka tuż przed nosem zdezorientowanego pacjenta celem przypomnienia mu, że płaci za godziny, a czas mija. Słyszałem o przynajmniej kilku, niezależnych od siebie takich przypadkach. Wielkim utrapieniem wielu osób bywają także terapeuci z powołania, z psychoterapią nie rozstający się w żadnym momencie swojego mesjanistycznego życia, ani na pogrzebie, ani na weselu, ani pod prysznicem. Tacy pomagacze usiłują natrętnie pomagać wszystkim, na każdym kroku i w każdej sytuacji, niezależnie od tego, czy napotkana akurat osoba potrzebuje/oczekuje/chce/wymaga/życzy sobie (...) wsparcia i psychoterapii. Zjawisko to bywa (i słusznie!) tematem wielu anegdot, kpin i żartów (choćby popularne, ironiczne chcesz o tym porozmawiać...?). Czasami jednak miewa również bardzo negatywny wpływ na wizerunek zawodu psychologa czy psychoterapeuty w ogólnym odbiorze społecznym. Wydaje mi się, że tacy nawiedzeni, całodobowi ratownicy to właśnie osoby, o których wspomniałem powyżej - psychoterapeuci permanentnie potrzebujący własnej psychoterapii.       
    
W każdym zawodzie działają artyści, rzemieślnicy i partacze, przy czym ocena wartości dostarczanej usługi jest zawsze rzeczą bardzo względną i subiektywną. Zdarza się często, że ten sam specjalista jest zupełnie inaczej odbierany przez różne, korzystające z poradnictwa czy psychoterapii osoby. Według mnie niezwykle ważne jest, by dobrać psychoterapeutę dopasowanego nie tylko z punktu widzenia reprezentowanej orientacji zawodowej czy teoretycznej, ale także odpowiadającego pacjentowi charakterologicznie czy nawet światopoglądowo. A takie dopasowanie jest często po prostu kwestią dłuższych poszukiwań.  

Wydaje mi się, że jak zwykle najwięcej zależy od istniejącego po obu stronach relacji nastawienia. Jeśli profesjonalny, rzetelny i rzeczowy psychoterapeuta ma okazję współpracować ze zdyscyplinowanym i zmotywowanym do zmiany pacjentem, cała rzecz z pewnością staje się wartą zainwestowanych sił i środków. Znam wiele osób, którym psychoterapia pomogła i jeśli pomogła, to chyba najważniejszy jej cel został osiągnięty.

Cieszy mnie także, że z upływem lat studia psychologiczne kończy wielu ludzi zdolnych i dobrze wykształconych, a przy tym konkretnych, rozsądnych i mocno stojących na ziemi, patrzących na życie z realnej i trzeźwej perspektywy. Jako obserwator z zewnątrz za największe nieszczęście środowiska zawodowego psychoterapeutów uważam znaczny odsetek nawiedzonych szamanów i wróżek, czyli błądzących w oparach absurdu, zagubionych i nieszczęśliwych psychologicznych eksponatów muzealnych, dla których nieudolne próby pomagania innym zdają się być niezawodnym sposobem na wszelkie własne bolączki.

Bliski kontakt dwóch osób

Terapeutyczny kontakt pomiędzy dwiema osobami jest jedną z najbardziej intymnych sytuacji międzyludzkich, jakie jestem sobie w stanie wyobrazić. Profesjonalnie, według wszelkich zasad sztuki i w sprzyjającym klimacie prowadzona psychoterapia jest bardzo szczególnym przypadkiem interpersonalnego przepływu emocji. Wspierająca obecność drugiego człowieka jest zawsze czynnikiem leczącym i czasami nawet osoba nie mająca nic wspólnego z psychoterapią bywa doskonałym wsparciem. Również w sytuacjach skądinąd wymagających interwencji specjalistycznej. Dojrzały emocjonalnie, doświadczony i dobrze wykształcony psychoterapeuta wnosi jednak cenne, profesjonalne rozwiązania, których z natury rzeczy nie może dostarczyć osoba nie dysponująca kierunkowym wykształceniem. Powinien go także cechować dystans i bezstronność, których często brak osobom znanym pacjentowi prywatnie.    

Profesjonalna pomoc w rozwiązywaniu określonych problemów

Zawodowy psychoterapeuta ma za sobą wiele lat kształcenia się w kierunkach naukowych z zasady związanych z pomaganiem ludziom. Nauki społeczne dysponują wieloma skutecznymi i sprawdzonymi technikami radzenia sobie, a poszczególne propozycje terapeutyczne są na bieżąco poddawane rozmaitym badaniom. Jest wielce prawdopodobne, że w kontakcie ze specjalistą otrzymasz konkretną propozycję rozwiązania problemu i to jest oczywiście handlowy sens psychoterapii – płacąc, kupujemy usługę określonej wartości.  

Wentyl emocjonalny

Często bywa tak, że psychoterapeuta jest dla swojego klienta przyjacielem, któremu można się po prostu wygadać. Nie ma w tym, jak sądzę, nic złego. W tym przypadku psycholog czy lekarz staje się po prostu „profesjonalnym przyjacielem” i spotkałem się z wieloma opiniami osób, które wizytę u psychoterapeuty traktują właśnie w ten sposób - jako okazję do swobodnej pogawędki, w komfortowej atmosferze i z pełną gwarancją dyskrecji. Czasami takie spotkania mogą skutkować także konkretnymi rozwiązaniami, mimo, że ich cel jest w pewnym sensie nawet czysto towarzyski.

Możliwość konfrontacji problemu z osobą bezstronną

Ile osób, tyle opinii, a finalnie jakąś decyzję i tak musisz podjąć sam. Z przyjacielskich porad wynika często więcej kłopotu niż pożytku – zasada ta dotyczy głównie zaangażowanych, amatorskich doradzaczy, a takich nie brak w żadnym środowisku. Są to osoby doradzające zawsze i wszystkim wokół, wyjątkowo łatwo formułujące odkrywcze, złote myśli („powinnaś go dawno rzucić, moja droga, już Arystoteles pisał, że…”, „nie martw się, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło…” itd.), a ich popisowym numerem o zapewne największej wartości terapeutycznej jest bezcenne: „nie martw się, wszystko będzie dobrze!”.  Zazwyczaj szybko zauważyć można, że tego rodzaju doradzacze są w stanie nad wyraz skutecznie posprzątać podwórka wszystkie, poza swoim własnym. Zauważyłem, że na wychowaniu dzieci najlepiej znają się bezdzietni, a na małżeństwie – single. Nadmiernie pijących wyjątkowo chętnie pouczają ludzie codziennie pijani do nieprzytomności, a najwybitniejszymi ekspertami w zakresie naprawiania intymnych relacji uczuciowych bywają osoby wielokrotnie rozwiedzione. Domorosłym pomagaczom wyjątkowo trudno jest utrzymać konieczną perspektywę – często są to osoby z tych czy innych względów silnie przeżywające związane ze sprawą (i nie tylko), najrozmaitsze emocje.  

Inaczej rzecz ma się z psychologiem czy psychoterapeutą. Jest to osoba profesjonalna, postronna i nie zaangażowana w twoje osobiste sprawy, zazwyczaj również nie znająca cię osobiście. W ocenie twoich problemów towarzyszy jej znaczny, specjalistyczny dystans, a twoje osobiste sprawy prywatnie nie mają (nie powinny mieć!) dla niej żadnego znaczenia.   
Z drugiej strony wiadomo, że również psychoterapeuta jest istotą ludzką, wrażliwą, reaktywną, podatną na różne stany uczuciowe. Należy więc pamiętać, że pełna emocjonalna obojętność jest rzeczą nie tylko niemożliwą, ale i niepożądaną. Bez emocji nie istnieje motywacja, nie doświadczając określonych uczuć psychoterapeuta nie byłby więc na przykład zainteresowany niesieniem komukolwiek pomocy. 

Warto wspomnieć, że trudno jest liczyć także na neutralność światopoglądową psychoterapeuty. W pobożnej teorii nieraz zakłada się, że terapeuta powinien być osobą całkowicie bezstronną i nie wnoszącą w proces kontaktu psychologicznego żadnych szczególnych przekonań czy uprzedzeń. W toku bliższej i bardziej wnikliwej analizy tego problemu okazuje się jednak, że neutralność światopoglądowa psychoterapeuty jest zjawiskiem nie tylko niemożliwym, ale także niepożądanym (polecam Czytelnikowi artykuł Bogusława Włodawca pt. Mit neutralności światopoglądowej psychoterapeuty – można nie tylko wiele się dowiedzieć, ale także zdrowo się pośmiać…).    
      
Poza wszystkim należy w podsumowaniu stwierdzić, że psychoterapia to bardzo złożony i wieloaspektowy problem. Zagadnienia takie, jak wybór psychoterapeuty czy cechy dobrego specjalisty podejmę w kolejnych artykułach już niebawem. 




5 komentarzy:

  1. Witam, Przeczytałem wszystkie artykuły "z archiwum" oraz artykuły na innych stronach. Bardzo mi się podoba pragmatyzm i zdrowy rozsądek, który prezentujesz. Czekam na kolejny wpisy dotyczące różnych szkół i podejść terapeutycznych. Szczególnie ciekawią mnie Twoje spostrzeżenia na temat terapii poznawczo-behawioralnej.
    Pozdrawiam,
    Marcin

    OdpowiedzUsuń
  2. Tematyka leczenia i pomocy przy różnych zaburzeniach psychicznych to jak dla mnie temat kontrowersyjny dość. Często spotykam się z nieufnością wobec psychoterapii, nawet książki powstają na ten temat.
    Pytanie jednak jest zasadnicze- jak nie psychoterapia to co?
    Zmagam się z zaburzeniami osobowości, aktualnie przyjmuję leki, chodzę do psychiatry i nic więcej nie robię. Leki jak leki, pomagają uspokoić emocje ale.. no właśnie- czy one tak naprawdę cokolwiek zmieniają? Jestem spokojna, fajnie ale problemy nie znikają.. Nadal nie potrafię porozumiewać się z ludźmi, a mój ciężki charakter sprawia, że wszyscy się ode mnie odsunęli i została mi tylko rodzina. Raz byłam u psychologa, prywatnie. Fajna pani, miła, ciepła, miałam bardzo dobre samopoczucie po wyjściu z gabinetu,które utrzymywało się jeszcze przez 2 tygodnie. Ale potem do mnie dotarło, że płacę kupę kasy za zwykłą rozmowę, bo wiem, że to właśnie sam fakt,że miałam do kogo gębę otworzyć po kilku miesiącach sprawił, że nastrój mi się poprawił.
    Co człowiek ma w takiej sytuacji zrobić? Gdzie szukać pomocy,która byłaby w miarę skuteczna? Jestem bardzo nieszczęśliwą osobą, sama sobie poradzić nie potrafię, cokolwiek robię, pracuję, czy "zapełniam pustkę" to i tak mnie nie uszczęśliwia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten akapit o psychologu który chce z psychologii zrobić naukę inżynieryjną (bez problemu rozpoznałem w opisie Tomasza Witkowskiego) - strzał w dziesiątkę ! Cieszę się że jest inny psycholog który ma odwagę go skrytykować. I to taki, który ma zrównoważony osąd a nie radykalny

    OdpowiedzUsuń