wtorek, 21 lipca 2015

Czy homoseksualizm jest normalny...?



Dedykuję Niuni Dorotce :) 

Ostatnio coraz częściej, przy wielu okazjach pojawia się temat homoseksualizmu, mniejszości homoseksualnych i tzw. „tolerancji”. Na Facebooku moi znajomi na swoje profilowe zdjęcia nakładają tęczowe filtry, a temat gejów, lesbijek i podobnych grup nie opuszcza pierwszych stron gazet (tak naprawdę to nie wiem, bo nie czytuję gazet, ale tak jakoś zgrabnie zakończyło mi się to zdanie).

Pod jednym z moich artykułów, który zresztą dotyczy schizofrenii, a nie homoseksualizmu, wywiązała się dość bogata dyskusja. Ponieważ temat wzbudza silne emocje, a ciągle ktoś mnie o to pyta, poświęcam krótki wpis mojemu stosunkowi do sprawy.

Powtarzałem wielokrotnie, że nie mam nic przeciwko homoseksualistom (ani innym –istom, -inom, -ijkom itd.). Nie mam nic przeciwko komukolwiek, kto nie szkodzi innym ludziom. Jestem zwolennikiem poglądu, zgodnie z którym granice wolności jednostki wyznaczane są przez granice wolności innych jednostek. Moim więc zdaniem każdy ma prawo robić cokolwiek, dopóki nie wyrządza szkody innym.



Temat homoseksualizmu nie wzbudza mojej ekscytacji – nic mi do tego, co, kto i z kim robi w swojej sypialni. A homoseksualistów (lesbijki, transseksualistów, transwestytów…) szanuję tak samo, jak (prawie) wszystkich innych ludzi, czyli z zasady ani bardziej, ani mniej. Znałem w życiu paru gejów i byli to bardzo przyzwoici, fajni ludzie. Z drugiej strony nie darzę ich żadną szczególną sympatią z powodu samego faktu, że są gejami. Ich orientacja seksualna nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Nade wszystko zaś – jeśli mężczyzna jest szczęśliwy z drugim mężczyzną (względnie kobieta z drugą kobietą), to z całej duszy życzę im wszystkiego dobrego i mogę nawet zagrać na ich weselu. Zatańczyć nie zatańczę, bo nie umiem.   

Skądinąd nie ukrywam, że natrętna i szczególnie w ostatnich latach intensywna propaganda środowisk LGBT jest dla mnie, podobnie jak dla wielu innych osób, męcząca. Nie wiem doprawdy, czy konieczne jest domaganie się przywilejów dla jakiejkolwiek tego typu grupy społecznej. Znani mi geje nigdy nie obnosili się ze swoją seksualną orientacją, ani też nie wydawali się specjalnie pokrzywdzeni przez los. Nie domagali się żadnej szczególnej uwagi, nie walczyli o rozgłos, nie czuli się ofiarami systemu. Byli to ludzie pod każdym względem żyjący tak, jak wszyscy inni. Z tego, co zauważyłem, temat tolerancji lub braku tolerancji nie był dla nich tematem jakoś szczególnie absorbującym.

Dzisiaj podnoszę jednak inny problem. Wiele osób prezentuje stanowisko, zgodnie z którym homoseksualizm nie jest żadnym zaburzeniem, jest za to czymś w rodzaju „odmiennego upodobania”. Jak zwykle jest to kwestia nomenklatury, a w psychologii niezwykle trudno jest ustanowić ścisłe i zadowalające kategorie „normy” i „patologii”.

W stosowanym obecnie w naszym kraju podręczniku Klasyfikacja zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania w ICD-10 napisano: Uwaga: Orientacji seksualnej – samej w sobie – nie należy uważać za zaburzenie. Zgodnie z tym opracowaniem o zaburzeniach mówimy tylko wtedy, kiedy osoba, której sprawa dotyczy, nie akceptuje swojej płciowej tożsamości, cierpi z jej powodu i poszukuje możliwości jej zmiany. Często zresztą, rzecz jasna, takie cierpienia i poszukiwania wynikają właśnie z ukształtowanych, społecznych przekonań - gdyby bowiem homoseksualizm był zjawiskiem powszechnie akceptowanym, pewnie nie byłoby osób nie akceptujących swojej odmiennej orientacji lub, w każdym razie, byłoby ich znacznie mniej.    

W mojej ocenie homoseksualizm jest zaburzeniem – zaburzeniem popędu seksualnego. Biologia i ewolucja stworzyły człowieka tak, że w normalnej sytuacji mężczyzna pożąda kobiety, kobieta zaś mężczyzny. Kobieta i mężczyzna zostali stworzeni w niejako komplementarny sposób, pasują do siebie fizycznie, a nadrzędnym, biologicznym celem ich współżycia jest prokreacja, niemożliwa w przypadku par homoseksualnych.

Nie oznacza to, że potępiam akt seksualny pomiędzy dwoma kobietami czy mężczyznami. Jak powiedziałem, niczego z zasady nie potępiam, a jasnym jest dla mnie, że akt taki może być znacznie bardziej wartościowy i atrakcyjny, niż seks (albo namiastka seksu) w sypialniach wielu par heteroseksualnych.

Ludzie od lat spowiadają mi się z wielu rzeczy. Znam mnóstwo przypadków, w których mąż raz na miesiąc włazi na żonę, przez dwie minuty rusza tyłkiem, a po wytrysku po prostu odwraca się do niej dupą i zasypia. Tak, to bardzo przykre, ja też tak uważam. Z mojego punktu widzenia nie jest to żaden seks, tylko raczej jakiś rodzaj prymitywnego aktu płciowego, będącego niestety normą w licznych sypialniach. Z tej (i nie tylko tej) perspektywy wielu gejów zapewne wznosi się na wyżyny erotycznego wyrafinowania, no a wiadomo przecież, że widok współżyjących lesbijek jest dla wielu skądinąd heteroseksualnych mężczyzn… mmm, niezwykle atrakcyjny... :) Nikt wszak nie rozumie kobiety lepiej, niż druga kobieta, jeśli w ogóle ktokolwiek kobiety rozumie... 


Sceny z filmu Czarny łabędź (Black swan). Polecam wszystkim.

W tym obszarze nieuchronnie pojawia się temat adoptowania dzieci przez pary homoseksualne. Jak każdy problem moralny, również ten nie ma zadowalającego rozwiązania. Z jednej strony optymalnie byłoby, gdyby każde dziecko mogło mieć pełną, kochającą rodzinę, z matką i ojcem na czele. Ze względów, o których już wspomniałem, a także z wielu innych, każdemu dziecku potrzebni są matka i ojciec, chociażby dlatego, że zdrowy i normalny ojciec jest dla dziecka wzorcem męskości, a zdrowa i normalna matka – kobiecości. W rodzinach homoseksualnych wzorce ról i zachowań płciowych są wypaczone, następuje też pewna promocja i przekazywanie zachowań dewiacyjnych. Z drugiej strony nie mam wątpliwości, że wiele dzieci, dotkniętych nieszczęściem życia w patologicznej rodzinie, że tak powiem, heteroseksualnej, znalazłoby prawdziwą miłość i bezpieczeństwo w rodzinie stworzonej przez gejów czy lesbijki. Wzorce wzorcami, a uczucia to zupełnie inne temat.     




Nikt mi nie wmówi, że homoseksualizm jest stanem biologicznie czy psychologicznie „normalnym”, choć z drugiej strony pewnie nie jest też chorobą, ani żadnym innym przykładem ciężkiej patologii. Do śmiechu doprowadzają mnie propozycje „leczenia homoseksualizmu”, formułowane na przykład przez zacietrzewionych księży. Tak nawiasem mówiąc to obawiam się, że z homoseksualizmu należałoby w pierwszej kolejności leczyć ewentualnie sam kościół katolicki, ale to zupełnie inny temat. Nie wiem, czy homoseksualizm da się „leczyć” (właściwie to głęboko w to wątpię), ale prędzej już opowiedziałbym się za leczeniem zbiorowego obłędu, jakim jest religia jako zjawisko społeczne, biznesowe i polityczne.

Przeczytaj też: Psychoterapia. Moje zdanie 

Ktoś powiedział, że homoseksualizm jest normalny, bo występuje także w świecie zwierząt (!) Czasami pies zjada własne odchody albo potomstwo, wykonuje czynności płciowe na nodze człowieka – czy takie zjawiska też są zjawiskami normalnymi? W związku z tym być może współżycie kobiety z psem, albo osłem, możliwe do obejrzenia w wielu filmach pornograficznych również należy uznać za stan zupełnie normalny?

Na koniec wyobraźmy sobie taką sytuację: pewien człowiek urodził się z czterema nogami. Dla lekarzy jest to rodzaj mutacji genetycznej, dla głęboko wierzących – kara (albo nagroda!) od boga, cokolwiek. Z początku wszyscy bardzo się martwią, ale człowiek rośnie, dojrzewa i okazuje się, że wszystkie cztery nogi działają zupełnie prawidłowo, jak dwie u innych ludzi. Są nawet powodem do dumy – czteronogi człowiek wszędzie dochodzi szybciej, rano może spać dłużej, bo droga do szkoły czy pracy zajmuje mu dwa razy mniej czasu. Biega najszybciej na świecie, jest najlepszym tancerzem, zdobywa pieniądze, sławę i wszelkie inne wyznaczniki potocznie rozumianego sukcesu, kobiety za nim szaleją… wszystko jak w piosence Cztery nogi.



Byłbym pierwszym kibicem takiego biegacza i cieszyłbym się bardzo, że jest szczęśliwy i ma w życiu powodzenie. Wszystko to jednak nie zmienia faktu, że cztery nogi u człowieka NIE SĄ STANEM PRAWIDŁOWYM I NORMALNYM.

Podobnie jest, z mojego punktu widzenia, z homoseksualizmem. Pary homoseksualne mogą być bardzo szczęśliwe i oby tak było w jak największej ilości przypadków. Dla mnie nie jest to jednak powodem, by homoseksualizm nazywać stanem normalnym.  

Zauważyłem niedawno ciekawą rzecz. W znanym filmie Marka Piwowskiego Uprowadzenie Agaty, w scenie z dyskoteki występuje pewien czarujący gej. W obsadzie, na końcu filmu, wymieniony jest jako „pedał z dyskoteki”. Rozbawiło mnie to niezmiernie i ciekaw jestem, czy dzisiaj twórcy filmu uniknęliby sprawy sądowej i wielkiej awantury… W każdym razie brzmi to doskonale. 


A to taki mój daaawny rysunek. Więcej ilustracji znajdziesz tutaj


To mniej więcej tyle na ten temat. Ja sam, choć jestem człowiekiem zdecydowanym w poglądach i słynącym z niewyparzonego jęzora, stanowczo odcinam się od wszelkich aktów manifestacji nietolerancji i nienawiści. Homoseksualistom życzę naprawdę wszystkiego dobrego. Mam tylko nadzieję, że za chwilę ja i reszta osób niehomoseksualnych nie będziemy musieli walczyć o własne prawa, kiedy finalnie znajdziemy się w dyskryminowanej i prześladowanej mniejszości…    

16 komentarzy:

  1. Środowiska LGBT to wielkie zagrożenie dla społeczeństwa w odniesieniu do wypowiedzi nt wolności jednostek, dlatego bacznie pilnujmy czego uczą się nasze dzieci w szkołach, przedszkolach, co widzą na podwórku i w telewizji. Poza tym zgadzam się ze wszystkim. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Temat bardzo na czasie i nie taki prosty jak to się niektórym wydaje. Na pewno lata jeszcze miną zanim homoseksualiści przestaną być szykanowani. O ile w ogóle.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo kontrowersyjna tematyka w dzisiejszych czasach, też jestem zdania co, kto i z kim robi w swojej sypialni to nie moja sprawa ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ważny temat i dobrze, że licznie poruszany. Problemem w Polsce, o którym wiele par homoseksualnych mówi to kwestia związku partnerskiego i w związku z tym możliwości dziedziczenia czy informacji w szpitalu w przypadku wypadku. Co do samej formy przekazu - zgadzam się, że jest to kwestia zbyt "intensywna". Bez tego można byłoby pewnie też sporo zdziałać. Dobry artykuł!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze bardzo inteligentnie opracowane te komentarze reklamowe :)

      Usuń
  5. Panie Wojciechu,
    a ja będę się czepiała. Tak już mam, o!
    Niby nie ma Pan nic przeciwko homoseksualistom - ale cała szata graficzna tego posta okraszona ponętnym seksem lesbijskim i ani jednej pary homoseksualnej męskiej. Niby nic, a wiele mówi. Przynajmniej mnie.
    Napisał Pan: " Biologia i ewolucja stworzyły człowieka tak, że w normalnej sytuacji mężczyzna pożąda kobiety, kobieta zaś mężczyzny. Kobieta i mężczyzna zostali stworzeni w niejako komplementarny sposób, pasują do siebie fizycznie, a nadrzędnym, biologicznym celem ich współżycia jest prokreacja, niemożliwa w przypadku par homoseksualnych." Nie mam pojęcia skąd ma Pan takie informacje? Skąd zaczerpnął pan definicję "normalna sytuacja"? Skąd pomysł, że biologia i ewolucja "TAK stworzyły człowieka? Skąd sugestia, że proces ten jakoby się już dokonał i zakończył? Ewolucja "dzieje się". Cały czas i tak sobie śmiało pomyślałam, że częściej właśnie działa wbrew biologii (przynajmniej w tych najbardziej spektakularnych momentach) niż wraz z nią, ramię w ramię. Poza tym to akurat człowiek, jako jeden z nielicznych gatunków dostał od natury w prezencie to, iż seks nie służy tylko do prokreacji. Może dać nam przyjemność.
    Słowa "normalna sytuacja" są tymi, które natychmiast spychają kogoś/coś poza margines. Norma tu, Wy tam. I na pewno wtedy już (czasem tylko podświadomie) "wy" a nie "Wy". Ta bardziej "postępowa" norma POZWALA żyć marginesowi. A niech ma, tylko pamięta, że marginesem jest i siedzi tam, gdzie ewolucja i biologia mu kazały. O!
    Jak potrafi Pan określić, panie Wojciechu, w jakim momencie następuje to "przekroczenie wolności innych jednostek"? I dlaczego wolność jednostek heteroseksualnych ma być ważniejsza niż tych homoseksualnych?

    No i ostatni, dla mnie najistotniejszy wątek - rodziny homoseksualne.
    Panie Wojciechu, teoria, że dziecko potrzebuje mamy i taty.... Doprawdy? Dlaczego? Co takiego jest w stanie pokazać/nauczyć/wyjaśnić mężczyzna, czego nie potrafiłaby zrobić kobieta? I vice versa?
    Wg mnie rodzinę powinny tworzyć osoby kochające się, szanujące się, dbające o siebie i innych. Płeć tych osób naprawdę ma dla Pana aż takie znaczenie? Stosunek ilościowy ma znaczenie? Ilość penisów musi równać się ilości pochew?
    Proszę spojrzeć na nasze społeczeństwo - ile dzieci wychowuje się (pomimo wyraźnej heteroseksualności rodziców) w rodzinach, w których mężczyzn brak. Niestety, często z powodów z których do rozpadu rodziny doszło (smutna, testosteronowa statystyka przemocowa) w podświadomej niechęci do mężczyzn. Uzasadnionej, popartej dowodami niechęci, ale nie przynoszącej w skali globalnej nic dobrego. Taki właśnie mamy normalny, heteroseksualny obraz rodziny.
    Jakąż krzywdę, Panie Wojciechu, może przynieść wychowywanie dziecka przez parę homoseksualną? Ha - tu mamy właśnie wisienkę na torcie :) Otóż najgorszym, co może się przydarzyć w tej sytuacji (oczywiście zdaniem homofobów) jest to, ich oni wychowają kolejnego homoseksualistę. Nieważne, czy będzie mądry, dobry i szczęśliwy - jego szanse na NORMALNE życie zostają przekreślone jego/jej orientacją. Zaleją świat jak zaraza...
    No ja tego problemu nie mam. Nie widzę nic złego w wychowywaniu dzieci przez pary homoseksualne, które są dobrymi rodzicami. Nieważnym dla mnie jest, czy to dziecko wychowa się na lesbijkę/geja czy osobę heteroseksualną. Ważnym dla mnie jest, by rodzice wychowali go w miłości i szacunku do siebie i innych.
    Żyjemy w świecie pełnym opuszczonych, krzywdzonych, nieszczęśliwych dzieci. Pewnie w większości w tych "poprawnych ewolucyjnie i biologicznie rodzin". Pozbawianie ich szansy na normalne i szczęśliwe życie w rodzinie tylko z tego powodu, że jest ona homoseksualna jest moim zdaniem szczytem arogancji.
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podzielę swój post, bo widzę, że się trochę rozpisałem i nie mogę zmieścić się w jednym. :P Z góry przepraszam.

      Na początek dokonam Coming outu i przyznam się do bycia gejem, a żeby pokazać, jak to wygląda ze strony osoby zainteresowanej o (tak myślę) zdrowych, rozsądnych i nieradykalnych poglądach, całkowicie odcinającej się od LGBT i tym podobnych organizacji.

      Może najpierw zgodzę się z twoim poglądem na temat niezgody co do słowa "normalność"; Słowo "normalność" jest tylko pozornie obojętne w wydźwięku. W końcu może być postrzegane zarówno pozytywnie (normalny- zgodny z pewnym uznanym kanonem), jak i negatywnie (normalny- przeciętny, zwyczajny, niewyróżniający się). Jednak słowo "normalny" zawsze stawiamy w opozycji do słowa "nienormalny", a te ma już wydźwięk typowo pejoratywny. Przecież zawsze, kiedy opisujemy kogoś jako nienormalnego, a w zamierzeniu jest to komplement, to zaznaczamy ten fakt, żeby nie zrobić komuś przykrości tudzież dobrze zrozumiał nasze intencje.

      To słowo jest mało precyzyjne również dlatego, że tak naprawdę trudno zdefiniować normalność. Czy jeśli coś występuje u 51% społeczeństwa, to możemy uznać to za normę (prawem większości), a 49% reszty zostaje uznanych za nienormalne w tym aspekcie?

      Oczywiście nie obrażam się za to słówko. Osobiście uważam, że jeśli ktoś ma na myśli stosunek większości do mniejszości, to lepszym sformułowaniem są tutaj określenia "standardowe" i "niestandardowe". Są to całkowicie neutralne słowa, a również od razu oddają to, co mówca ma na myśli. Jednak, jak już wcześniej wspomniałem, nie widzę problemu w używaniu słowa "normalność", jeśli nie ma ono na celu określenia ludzi lepszymi i gorszymi ze względu na częstość występowania danego zjawiska, np. homoseksualizmu.

      Chłop z chłopem i baba z babą dzieci mieć nie mogą i najprawdopodobniej nie będą mogli. To jasne i logiczne. Zgadzam się z autorem bloga, że celem nadrzędnym każdego gatunku, w tym ludzkiego, jest jego przedłużanie, co zapewnia przetrwanie. JEDNAK nie podchodźmy do tej sprawy w tak prosty sposób. Homoseksualizm wydaje się pewnym odchyłem od zamierzonego, nadrzędnego celu danego gatunku, TYLKO jeśli na tę sprawę patrzymy w sposób jednostkowy. Z perspektywy całej populacji ludzkości, homoseksualizm nie stwarza żadnego problemu, bowiem częstość jego występowania jest na tyle niewielka, że groźba wymarcia np. rasy ludzkiej jest praktycznie żadna. Jeśli w ten sposób spojrzymy na problem, to homoseksualizm nie musi być żadnym niepożądanym (z ewolucyjnego punktu widzenia) stanem rzeczy. Czy tak jest w rzeczywistości? Tę sprawę zostawiam osobom światłym w tych sprawach, którzy zapewne kiedyś odpowiedź na to znajdą. Jednak dzisiaj, kiedy żadnego konkretnego rozwiązania nie uzyskujemy, trzeba kierować się logiką, a ta mówi jasno, że homoseksualizm nie stwarza żadnego zagrożenia demograficznego, a więc argument o sprzeczności homoseksualizmu z rolami przypisanymi nam w drodze ewolucji uważam za błędny.

      Napisałaś: "I dlaczego wolność jednostek heteroseksualnych ma być ważniejsza niż tych homoseksualnych?"
      A kiedy autor bloga zaznaczył, że heteroseksualiści mają prawo do większej wolności od homoseksualistów? Ja tego w tekście nie wychwyciłem. Jeśli chodzi Ci o adopcję dzieci przez pary homoseksualne, to do tego wrócę.

      Usuń
    2. Mogę mówić jedynie za siebie, ale uważam, że czyjaś wolność kończy się tam, gdzie moja chęć "poszerzania" własnej wolności mogłaby wpływać na życie tej osoby, niekoniecznie zgodnie z jej wolą. Na przykład: Moja wolność jako homoseksualisty jest naruszana poprzez dyskryminację (czyt. uważanie, że aktywność homoseksualna jest grzechem/postępowaniem niemoralnym/etc.), dlatego żądam, aby zakazać tego w debacie publicznej. Jest to ograniczanie wolności między innymi rzymskich Katolików, ponieważ według ich wiary i wartości czyn homoseksualny jest grzechem. Zakazując tej "dyskryminacji" w debacie publicznej naruszałbym wolność religijną drugiego człowieka, dlatego nie mogę tego żądać. Każdy ma prawo do własnego zdania i własnej opinii. Nie mogę nikomu nakazywać akceptowania tego kim jestem. Jednocześnie oczekuję, że moje postępowanie, zgodne z moimi wartościami również nie będzie zakazane, albo nawet ograniczane- mam prawo do postępowania zgodnie z własnym sumieniem, nie naruszając przy tym wolności innych.

      Adopcja dzieci przez pary homoseksualne:

      Uważam, że adopcja dzieci przez gejów/lesbijki nie powinna być możliwa, uważam też, że dziecko do prawidłowego rozwoju potrzebuje matki i ojca. Oczywiście, że brak któregoś z rodziców nie jest dla dziecka skrajnie patologiczną sytuacją. Nie oszukujmy się jednak- brak któregoś z rodziców wpływa na nasze życie elementarnie. Matka daje swojemu dziecku kobiecą wrażliwość, inny rodzaj opieki, niż daje ojciec, tworzy się z nią zupełnie inną relację, niż z ojcem, a do prawidłowego rozwoju jest ona niezbędna. Dla dziewczynki matka jest wzorem kobiecości i pewnych postaw; jest jej pierwszą nauczycielką i osobą, z którą może się identyfikować. Ojciec jest dla córki stabilizatorem- osobą dającą poczucie bezpieczeństwa i relacja z nim zawsze wpływa na późniejsze relacje z mężczyznami- zawsze. Z synem jest na odwrót- od matki otrzymuje kobiecą wrażliwość, ciepło i specyficzną formę opiekuńczości, które które dają mu poczucie bezpieczeństwa i stabilności oraz kształtuje obraz kobiety, co ma wpływ na jego późniejsze relacje z nimi. Ojciec jest wzorem męskości i postaw. Jest jego pierwszym nauczycielem w kształtowaniu się męskiego charakteru i obrazu świata. Synek kocha mamę najbardziej na świecie, ale zawsze chce być taki jak tata- silny, odpowiedzialny i opiekujący się mamą.

      Przedstawiłem to w uproszczony sposób, ale oddający rzeczywistość. Tak już człowiek jest skonstruowany, że do prawidłowego rozwoju potrzebuje matki i ojca- to nie ulega wątpliwości. Brak któregoś z rodziców, bądź nieprawidłowa relacja z nim wpływa na nas w istotny sposób- od budowania relacji z innymi ludźmi, postrzegania siebie i świata, do naszych zainteresowań i światopoglądu. Nie unikniemy tego.

      Nie uważam, żeby dwóch dobrych tatusiów czy dwie dobre mamusie były gorsze od domu dziecka czy alkoholików używających przemocy wobec dzieci. Jednak jeśli homoseksualna para naprawdę chce mieć dziecko, to będzie je miała- jest wiele alternatyw. Jeśli państwo natomiast pozwoli na taki rodzaj adopcji, to będzie znaczyło, że uważa, iż ten model rodziny jest zdrowy dla dziecka- a nie jest. Między innymi dlatego o dziecko nie mogą się starać osoby niepełnosprawne, samotne czy w jakiś inny sposób ograniczone- mimo iż bez wątpienia mogliby być dobrymi rodzicami.

      Jednocześnie nie zakazywałbym adopcji dzieci przez takie osoby, w przypadku adopcji dzieci w rodzinie, np. z powodu śmierci rodziców. Jeśli jakiś wujek/ciocia są osobami homoseksualnymi, ale mają więź z dzieckiem brata/siostry i czują się gotowe do adoptowania go, osobiście nie widziałbym w tym żadnego problemu.

      Usuń
    3. Co do mojego osobistego poglądu na homoseksualizm. Ciężko mi tutaj się wypowiadać, ponieważ siłą rzeczy nie jestem osobą obiektywną w tej sprawie, jednak staram się taką być- choćby dlatego, że prawda jest dla mnie zawsze nadrzędną wartością, nawet jeśli miałaby być bolesna i mi się nie podobać.

      Z jednej strony uważam, że do pewnego stopnia seksualność człowieka jest czymś płynnym- nie umieramy z dokładnie takimi samymi preferencjami (nie mam tutaj na myśli jedynie orientacji) seksualnymi, z jakimi się rodzimy. Nie chodzi mi tutaj o to, że jakiś facet nagle, po pięćdziesięciu latach stwierdzi, że jest gejem (choć takie sytuacje się zdarzają, ale moim zdaniem jest to raczej forma zaprzeczenia swojej orientacji w przeszłości, ze względu na naciski społeczne), a o subtelne upodobania. Możemy nagle stwierdzić, że nasze dzisiejsze ciągoty łóżkowe jeszcze 10, 15 lat temu byłyby dla nas nie do przyjęcia. W kwestii pociągu w stosunku do tej samej płci, widać to lepiej u kobiet, ponieważ te mają z tym dużo mniejszy problem. Kobieta nie wstydzi się np. tego, że kiedyś tam strasznie podobała się jakaś super laska i miała z nią fantazje erotyczne, mimo, że bez wątpienia jest heteroseksualna. Mężczyźni z wiadomych względów mają z tym dużo większy problem i te sfery życia seksualnego zagłuszają i nie przyznają się do nich.
      Z drugiej strony dominująca orientacja zawsze jest stała. Homoseksualista nie obudzi się pewnego dnia zszokowany faktem, że wtem stał się heteroseksualny/a. Skąd więc takie, a nie inne upodobania? Nie wierzę w zmianę orientacji- choć takowe organizacje są i nawet możemy obejrzeć wiele filmików z opowieściami życia "nawróconych gejów i lesbijek", to zawsze czuć w nich fałsz, pseudonaukę i niekonsekwencję. Te wszystkie leczenia wyrządzają więcej szkód, niż homofobiczni kibole z bloku obok naszego- to nie ulega wątpliwości.

      Usuń
    4. Gdyby to była sprawa czysto genetyczna, to byłyby rodziny z wieloma homoseksualistami, kiedy w innych nie byłoby ich w ogóle. W moich obserwacjach i zainteresowaniu tematem nie zauważyłem takich tendencji. Wychowanie? (czyt. zła relacja z ojcem/matką/molestowanie seksualne/niskie poczucie własnej męskości/kobiecości/etc.) Wątpliwe. W takim przypadku homoseksualne rodzeństwa musiałyby zdarzać się dosyć często, a choć kiedyś gdzieś w telewizji o kilku takich przypadkach słyszałem, o tyle z życia wziętego zjawiska tego typu nie mam. Nie znam nawet nikogo, kto o takim przypadku by słyszał. Gdyby było tak, jak opowiadał nam ksiądz na religii (swoją droga bardzo fajny człowiek), że to wina molestowania seksualnego w dzieciństwie, to musiałbym być wyjątkiem w regule. A po pierwsze nie jestem, po drugie ciężko mi sobie wyobrazić, jakoby ok. 2% społeczeństwa przeżywało molestowanie seksualne w dzieciństwie. Bardzo przerażająca perspektywa i raczej daleka od prawdy.Co do złych relacji z którymś z rodziców- w takim przypadku najbardziej narażone byłyby dzieci rozwodników lub samotnych matek/ojców, a to również nie jest żadna tendencja i nie ma w tym reguły. Mam oboje rodziców, z obojgiem mam przyzwoite relacje i nie czuję się specjalnie skrzywdzony w związku z nimi, więc ta teoria niespecjalnie mnie przekonuje. Owszem- zdarzały się różne chwile, ale każdy je ma i nie uważam, abym miał gorsze związki ze swoimi rodzicami od swoich heteroseksualnych przyjaciół/znajomych/ludzi wokół. A jeśli chodzi o męskość czy kobiecość, to już w ogóle jest to dalekie od prawdy. O ile przeżywałem ciężkie chwile w związku z samooceną jako taką, o tyle raczej nie miałem problemów z poczuciem bycia niemęskim. Przeciwnie- uważam, że ojciec przekazał mi dobre wzorce, a inne same się we mnie ukształtowały i raczej zawsze wpisywałem się i wpisuję w kanony tych pojęć. Nie we wszystkich sprawach rzecz jasna (np. w dzieciństwie lubiłem bawić się i samochodami i lalkami barbie, czy też mam tendencję do plotkowania), ale raczej nie jestem zniewieściały, ani nie czuję się "wybrakowanym mężczyzną". W sportach zawsze radziłem sobie całkiem nieźle, mam wielu kolegów, z którymi wychodzimy na piwo, czy pograć w piłkę, jestem osobą konkretną, nie kręcą mnie zakupy i ciuchy (na modzie to sie nie znam w ogóle, a 5 minut w sklepie, to dla mnie już strata czasu), dbam o siebie raczej przeciętnie (nie używam żadnych żeli do włosów, ani kosmetyków, nie licząc kremu do twarzy, antyperspirantów i wody toaletowej, no i jeszcze pasty do zębów, rzecz jasna XD), lubię rywalizację. Nigdy nie udawałem nikogo kim nie jestem i nie robiłem tego, czego nie chciałem robić. Jestem uparty od dziecka i zawsze byłem sobą. Dlatego też nie miałem kompleksów co do swojej męskości i raczej nigdy nie była ona podważana przez nikogo. Był oczywiście moment, kiedy po uświadomieniu sobie swoich preferencji miałem co do tego wątpliwości, ale było to spowodowane właśnie tym, że jestem homoseksualny, a nie na odwrót- homoseksualizm spowodowany poczuciem bycia niemęskim.

      Gdzie więc leży przyczyna? Czytałem kiedyś o "efekcie braterskiej kolejności urodzeń", który mówi, że każda kolejna męska ciąża kobiety zwiększa prawdopodobieństwo homoseksualizmu u dziecka. Jest to związane z produkcją przez kobietę jakichś białek i hormonów, które mogą mieć wpływ na formowanie się mózgu dziecka, co może doprowadzić do ukształtowania się jego odmiennej orientacji. Badania są cały czas w toku (wiąże się to z trudnością prowadzenia takich badań) i mają wiele luk, ze względu na ich niekompletność, ale ta teoria wydaje mi się sensowna. Sam mam trzech starszych braci, więc myślę, że stosunkowo dobrze wpisywałbym się w tę teorię. Czy jestem tego pewien? Nie. Nie jestem nawet biologiem, żeby móc ocenić, czy ta teoria z naukowego punktu widzenia wydaje się wiarygodna. Wiarygodna wydaje się natomiast na mój chłopski rozum, ale biorę na to poprawkę.

      Usuń
    5. Bardzo dziękuję za poświęcony czas i te wpisy, jestem pod wielkim wrażeniem przede wszystkim chłodnego i racjonalnego sposobu formułowania ciekawych poglądów. Komentarze te traktuję jako doskonałe rozwinięcie artykułu. Będę wdzięczny za kontakt na adres e-mail: wojciechimielski@wojciechimielski.pl, pozdrawiam.

      Usuń
  6. Zawsze będą zwolennicy jak i przeciwnicy homoseksualizmu bo nasze umysły uwielbiają szufladkować - ale z tego można się wyplątać :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czy seks homoseksualny jest "naturalny"? Czy jest zdrową alternatywą stosunku heteroseksualnego? Dlaczego odpowiedź na to pytanie jest ważna? Ponieważ nawet osoba akceptująca w pełni swój homoseksualizm ma prawo do wiedzy o zagrożeniach, jakie stwarza uprawianie seksu homoseksualnego.

    Pochwa a odbytnica

    Sprawa zasadnicza to fundamentalna różnica między fizjologiczną budową pochwy a budową odbytu. Otóż odbytnica została ukształtowana w ściśle określonym celu – wydalania kału z organizmu. Jej ścianki są zbudowane tak, by maksymalnie ułatwić defekację, a więc ruch fekaliów w jednym, ściśle określonym kierunku.

    Odwrotnie jest w przypadku pochwy, której budowa została ukształtowana tak, by ułatwić penetrację przez penisa. Ścianki waginy zbudowane są z grubego, łuskowatego, wielowarstwowego nabłonka, składającego się aż z trzech leżących na sobie warstw mięśni oraz pokrytego grubą warstwą komórek. Ta mocna budowa chroni skutecznie waginę przed urazami mogącymi powstać podczas stosunku, zapobiega pęknięciom i neutralizuje bakterie. Pochwa została uformowana w taki sposób, by wytrzymać nie tylko penetrację przez członka, lecz również tak wielkie napięcie, jakim jest poród dziecka. Naczynia krwionośne waginy i guzki limfatyczne znajdują się głęboko pod jej powierzchnią, co zapobiega przedostawaniu się wirusów do układu krwionośnego i limfatycznego. Dodatkowym ułatwieniem podczas stosunku seksualnego jest duża rozciągliwość ścianek pochwy oraz wydzielanie śluzu, który zapewnia naturalną wilgotność podczas stosunku seksualnego.

    W odróżnieniu od niej ściany odbytnicy zbudowane są z pojedynczej warstwy nabłonka kolumnowego, który nie tylko nie stanowi ochrony przed urazami, lecz nawet sprzyja wchłanianiu zawartych w spermie antygenów. Dodatkowo wokół jelita grubego skupione są guzki limfatyczne, co ułatwia atakowanie przez wirusy bezpośrednio układu odpornościowego. Warto dodać, że ściany odbytu nie są tak rozciągliwe jak w pochwie i nie wydzielają śluzu. Stosunek analny odwraca naturalny kierunek nacisku, przez co ścianki rectum stają się bardziej podatne na uszkodzenie. Rozszerzenie kanału odbytnicy może spowodować rozerwanie jego tkanki wyściełającej, a nawet krwawe pęknięcia zwieracza odbytu.

    Konsekwencje zdrowotne uprawiania seksu analnego

    Nic więc dziwnego, że wśród homoseksualistów uprawiających seks analny, szczególnie pełniących podczas stosunków rolę bierną, często spotykanymi schorzeniami są: ropne owrzodzenie okolic odbytu, mięsak Kaposiego (3), łuszczyca znana jako objaw Kobnera, zapalenie jelita grubego czy brodawki weneryczne. (4)

    U homoseksualistów zwłaszcza w podeszłym wieku osłabienie zwieracza odbytu jest tak duże, że często następuje mimowolne popuszczanie stolca. W związku z tym wielu z nich musi na co dzień nosić bieliznę z obcisłymi gumkami, uniemożliwiającymi gubienie wydzielin.

    Obserwuje się wśród nich również większe osłabienie systemu immunologicznego, co wiąże się z obecnością w spermie substancji obniżających odporność organizmu. W przypadku stosunku dopochwowego budowa kobiecych narządów płciowych sprawia, że plemniki nie przedostają się do krwioobiegu, tak jak ma to miejsce w przypadku stosunku doodbytniczego, gdy sperma łączy się z florą bakteryjną odbytnicy. Ponieważ organizm mężczyzny nie jest przystosowany do przyjmowania spermy, następuje reakcja immunologiczna przeciw własnemu układowi immunologicznemu. Dochodzi do nadmiernego wydzielania przez organizm limfocytów B, które atakują limfocyty T i w rezultacie następuje rozregulowanie systemu odpornościowego.

    źródło:
    http://homoseksualizm.edu.pl/index.php/co-mowi-nauka/35-medycyna/191-seks-homoerotyczny-zagroenia-zdrowotne

    OdpowiedzUsuń
  8. Każdy lekarz pierwszego kontaktu, który ma wśród swoich pacjentów zarówno hetero-, jak i homoseksualistów, może stwierdzić, że ci drudzy zdecydowanie częściej mają słabszą odporność na różnego rodzaju infekcje czy choroby.

    Rozdarcia, pęknięcia i perforacje ścianek odbytu ułatwiają także przenoszenie się drogą płciową różnych chorób zakaźnych, tym bardziej, że bakterie i wirusy trafiają wprost do układu limfatycznego. Tym tłumaczyć można tak dużą wśród aktywnych homoseksualistów liczbę zachorowań na żółtaczkę (zarówno typu A, jak i typu B), opryszczkę, cyklomegalię, amebozę, lambliozę czy zakażenie pałeczkami shigalla (5). Nie jest też przypadkiem, że w swojej pierwszej fazie epidemia AIDS najszybciej rozwijała się właśnie w środowiskach homoseksualistów. Początkowo zresztą choroba nazywała się GRID – Gay Related Immunodeficiency, jednak z czasem dokonano zmiany nazwy, gdyż stygmatyzowała zbytnio tą mniejszość seksualną.

    OdpowiedzUsuń
  9. Szkoda wzroku na te czyjes widzi mi- się. ja wolę wyruchać misia.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jester gejem (?) i mam 29 lat. Jestem spostrzegawczy i duzo mysle. Spalem z 100-200 parterami. Moglbym napisac 1000 stronnicowa szczera ksiazke o mnie i o moich znajomych gejach. Po przeczytabiu tej ksiazki nikt nie mialby watpliwosci ze h. to straszne zaburzenie a cierpiacym na nie, mozna tylko wspolczuc.

    W skrocie to straszny kompulsywny przymus szukania kogos kto nie istnieje. Ciagli parnerzy i rozczarowania. Randka, sex, randka. Totalny brak satysfakcji. Na koncu samotnosc, bo geje wola mlodych. Znam wielu geje ale ani jednej pary takiej jak np. moi rodzice. Albo to zwiazek otwarty gdzie zaprasza sir innych albo partnerzy robia swoje na boku.

    Nie jest najgorzej jak jest sie mlodym bo geje sa otwarci i im ufam. Mozna sie zabawic, poznac ludzi, podrozowac.

    Tragiedia zaczyna sie w starszym wielu. Kazdy gej jakiego znam ma klopoty emocjonalne, a najbardziej widoczne jest to u pasywnych.

    Nie bawie sie w psychologa i nie bede dyskutowal skad to sie brerze, ale nie jest to nic przyjemnego. Wolalbym byc hetero i zyc w wewnetrzym spokoju biz te ciagle randki, imprezy, darkroomy, sauny i ta straszna pustka.

    OdpowiedzUsuń