niedziela, 1 maja 2016

Psycholog i pieniądze

Swego czasu pewna kobieta poprosiła mnie o recenzję swojej książki. Pani była jedną z milionów ciężko pokrzywdzonych niewiast, na własną prośbę bestialsko maltretowanych przez tzw. „psychopatę”, i jedną z niewielu, które o swoich dramatycznych przygodach zdecydowały się napisać książkę. Rzekoma lub faktyczna „psychopatia” partnera wyjątkowo często służy uzasadnianiu własnej nieudolności, gnuśności, głupich decyzji, braku konsekwencji i umiejętności wyciągania wniosków z doświadczeń. Książka jednak podobała mi się, nawet bardzo, uważałem ją za ciekawą i cenną, zgodziłem się więc i w ciągu niedługiego czasu nie tylko napisałem pełną zachwytów recenzję. Wykonałem także nieodpłatnie niełatwą korektę książki. Dlaczego nieodpłatnie? Ponieważ w ciągu kilku poprzedzających pisanie tygodni zdążyliśmy się, o zgrozo, trochę zaprzyjaźnić. Sytuacja ta zresztą na zawsze wyleczyła mnie z internetowych przyjaźni (za co do dzisiaj, bez cienia ironii i kpiny, jestem autorce książki autentycznie wdzięczny), a zwłaszcza ze zwyczaju natychmiastowego wypijania sieciowego bruderszaftu, na zasadzie: „panie Wojciechu drogi, a może byśmy tak sobie po imieniu…?”.